• Wpisów: 23
  • Średnio co: 54 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 11:31
  • Licznik odwiedzin: 5 400 / 1312 dni
 
dominika.v
 

Lynsey-L
Cyprian-C

*Violetta*
Nie wiem już jak mam siedzieć. Ból tak bardzo ścisk mi głowę, że nawet światło jest dla mnie dokuczliwe. Jeszcze moment i będzie koniec zajęć

**
Jak dobrze, że wracamy już do domu. Fran dała mi na zajęciach tabletkę i trochę mi przeszło. Nie miałam dzisiaj na zajęciach zbyt dużej styczności z Leonem co bardzo mnie cieszy. Unikałam go na każdym kroku, nawet kłócić mi się z nim nie chciało.

 **
Leżę w łóżku i przewracam się z boku na bok jest godzina 01.23 a ja nadal nie śpię. Obok mnie już dawno chrapie Fran. Błagałam ją żeby spała ze mną bo jakoś tak się boję. Nie mam pojęcia czego. Samotności? Tak chyba właśnie samotności. Zostanę starą panną z kotem i będę zrzędziła na wszystko po kolei. Dlaczego to akurat ja zakochałam się w nieodpowiednim mężczyźnie? Tak to już bywa Castillo. Ciekawe jak długo będę po nim rozpaczać? Dzień? Tydzień? A może rok?
 
**
Dzisiaj obudziłam się z mdłościami ale po zjedzeniu śniadania czuje się wyśmienicie. Dzisiaj może trochę powykłócam się z Leonem na zajęciach. Humor mi dzisiaj sprzyja. Nawet Fran zapytała czy o czymś nie wie. Albo hormony mi skaczą przed miesiączką albo już wypłakałam wszystkie smutki i teraz przyszedł czas żeby wziąć się w garść i iść do przodu. Nie można przecież wiecznie rozpaczać po stracie mężczyzny. Mężczyzny mojego życia. Nie Violetta dość idź do przodu nie patrz w tył. Tak teraz to będzie moje motto.
Zajęcia z Verdesem się zaczęły. Właśnie sprawdza listę obecności.
L – Castillo?
V – Właśnie tak się nazywam. – podroczymy się panie Verdas
L – Humorek dzisiaj dopisuje. – a on jak zwykle sceptyczny.
V – Proszę się tak nie spinać. Trochę mniej sceptyzmu.
L – Trochę więcej …. – nie skończył bo Fran weszła mu w słowo.
F – Błagam znowu będziemy słuchać nudnego wykładu na temat zachowania. – po tych słowach mrugnęła do niego porozumiewawczo.
L – Jeżeli macie zamiar dalej zakłócać mi prowadzenie zajęć to owszem.
F – Violka przeproś go i wracamy do nauki. – wiem, że ona to specjalnie robi.
V – Phii! Prędzej będę zmywać w jakiejś kiepskiej chińskiej restauracji niż powiem przepraszam do wyżej wymienionego – cała sala wypełniła się śmiechem. Leon spuścił głowę i uśmiechnął się pod nosem. – Ale wiesz co to mi się należą przeprosiny, więc jeśli ktoś ma mi coś do powiedzenia to słucham.
F – Do jasnej cholery Leon przeproś ja a ty Violka jego bo ja mam dość tych ciągłych spin na wykładach. – uh hu hu Fran powiedziała do Leon i to na zajęciach. No to masz przesrane kochaniutka.
V – Dobra Fran powiedz temu panu, że przepraszam. – moja przyjaciółka spojrzała na mnie z pod byka. – No co albo tak albo w ogóle.
F – Dobra Viola mówi, że pana przeprasza.
L – Za co?
V – Za to że jesteś taki nierozgarnięty – mruknęłam pod nosem a studenci w śmiech.
L – Francesco podziękuj panience Castillo za przeprosiny.
F – Czy ja jestem pocztą czy jakimś kurierem?! Bawimy się w głuchy telefon?! – lepiej jej już nie denerwować.
V – Przyjęłam podziękowania zaczynajmy zajęcia. – Leon już się nie odezwał.
Reszta zajęć przebiegła już bez sprzeczek i bardziej normalnie no może poza faktem że nie odzywałam się do Verdasa. Już się wyżyłam na dzisiaj starczy. Na jutro muszę wymyślić coś innego. Znowu zaczyna boleć mnie głowa i czuję mdłości.

 ** Tydzień później
Obudziłam się z mdłościami z resztą jak zwykle od kilku dni. Nie chcę nawet patrzyć na jedzenie. Spóźnia mi się miesiączka już dwa dni. Nie wiem czy jestem w ciąży czy złapałam jakiegoś wirusa. Powiedziałam o wszystkim Fran i ona uważa tak samo jak albo ciąża albo wirus. Błagam żeby to nie było to pierwsze bo to może być tylko i wyłącznie dziecko Leona.  Zaraz na uniwersytet a po drodze zatrzymam się przy aptece po test ciążowy.
F – Viola choć już jak chcesz zatrzymać się jeszcze w aptece.
V – Idę!
Zeszłam po schodach ubrałam mój płaszcz i razem z Fran wyszłyśmy z domu.
V – Fran wejdziesz tam za mnie? Proszę Cię.
F – Wejdę wezmę dwa tak dla pewności.
V – Dziękuje kocham Cię.
F – Ja też poczekaj za chwilę wrócę.
Jak dobrze, że ją mam inaczej byłabym wrakiem człowieka po tym wszystkim. To ona i Fede podnoszą mnie na duchu, że jeżeli to ciąża to mi pomogą. Nie tylko w wychowaniu kruszynki ale i w ukrywaniu jej przed Leonem. Nie chcę aby wiedział, że ma dwójkę dzieci z dwoma innymi kobietami. O Fran już wraca.
F – Viola czy to nie jest ta Lynsey? – wskazała na brunetkę obściskującą się z jakimś facetem.
V – No to ona ale nie wiedziałam, że ma kogoś na boku. Jak małpa rozwaliła mi związek i jeszcze w dodatku nie jest szczera z Leonem. Zabije ją! – szybko odpięłam pas, otworzyłam drzwi samochodu i miałam wysiąść ale Fran złapała mnie za nadgarstek uniemożliwiając mi to.
F – Mam lepszy pomysł. Chodź. – wyszłyśmy z samochodu. Nie wiedziałam co wymyśliła. Pociągnęła mnie za rękę i podreptałyśmy do migdalącej się pary. Usiadłyśmy na ławce nie opodal i Fran zaczęła udawać rozmowę, wyciągając przy tym telefon. Włączyła kamerę i udawała, że szuka zasięgu. Kiedyś robiłyśmy tak w liceum chcąc zrobić zdjęcie chłopakowi, który nam się podobał.
F – Nie mogę złapać zasięgu. Chyba muszę zmienić telefon. – ta to ma wrodzone zdolności aktorskie. Teraz już umilkłyśmy słysząc słowa wypowiadane przez tą małpę.
Ly – Pobędę z nim do trzeciego miesiąca a później wymyśle coś, żeby mieć pretekst do zostawienia go. Będzie płacił alimenty a my nie będziemy musieli się martwić o pieniążki. Jestem po prostu genialna. Kocham cię Cyprian.
C – Ja ciebie też Lynsey. On na pewno nie był by dobrym ojcem zresztą idiota nie wie, że to nie jego dziecko. Wkopał się biedny. – zagotowało się we mnie. Rozwalili mi związek, żeby mieć pieniądze. Chore, do reszty chore!
Kiedy już odeszli bardzo mocno przytuliłam się do Fran i uroniłam kilka łez. Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Nie chcę.
F – Chodźmy bo spóźnimy się na zajęcia. – szybko otarłam łzy z policzków i ruszyłyśmy w stronę naszego samochodu. – Viola zamierzasz powiedzieć o tym Leonowi? – i nagle mnie olśniło. Leon dowie się tego ale nie ode mnie ani Fran. Sam to odkryje.
V – Ja na pewno mu tego nie powiem niech sam to odkryje.
F – Co masz na myśli.
V – Pokarzemy to Ludmi ona umie zrobić Leonowi awanturę z niczego. Jak już zaczną się kłócić ona wspomni coś o ciąży. I jakoś tak jej się wymsknie żeby zastanowił się czy to na 100% jego dziecko.
F – Teraz to wymyśliłaś?
V – Tak teraz a co?
F – Genialna jesteś.

 **
Siedzimy z Fran już na trzeciej godzinie zajęć z Leonem. Strasznie mi słabo i duszno. Czuje się jakbym zaraz miała zemdleć.
V – Fraann sła-a-a- bo mi.
F – Ludzie Vilu nie mdlej. Przepraszam mogę wyjść z Violettą na zewnątrz słabo jej.
L – Nie przesadzajcie – Verdas nawet na mnie nie spojrzał tylko dalej pisał coś w swoim dzienniku.
F – Proszę na nią spojrzeć jaka jest blada! – zdenerwowała się w natychmiastowym tempie. Leon uniósł głowę i na mnie spojrzał.
L – Masz rację. Możecie wyjść.
Podniosłam się z krzesła i lekko zachwiałam. Natychmiast mocno złapałam Fran po ramię. Ona również przycisnęła mnie do siebie. Zaczęłyśmy schodzić po schodach. Po przejściu trzeciego schodka straciłam panowanie nad nogami, zakręciło mi się w głowie i zaczęłam osuwać się w dół.
F – Matko Violka nie mdlej! – usłyszałam krzyk Fran. Nie do końca kontaktowałam. Widziałam jak przez mgłę i to bardzo gęstą mgłę.
V – Wszystko jest w porządku Fran – wymamrotałam niezrozumiale i próbowałam siępodnieść.
F – Jak wszystko jest w porządku? Mdlejesz mi tutaj jedziemy na pogotowie. Niech ktoś mi pomoże ją wziąć do samochodu!
L – Słuchajcie ja pomogę Francesce a wy nie rozwalcie mi tu Sali.
Poczułam jak Leon bierze mnie na ręce i wychodzi z Sali a zaraz za nim truchcze Fran. Dalej już wszystko było zlało mi się w jedną wielką plamę.
Obudziłam się w samochodzie.
V – Fran gdzie jedziemy?
F – Viola obudziłaś się! Jedziemy do szpitala.
V – Nie tylko nie do szpitala do domu błagam cię.
F – Violu zemdlałaś to może być coś poważnego.
V – Błagam cię pojedźmy do domu.
F – Dobra ale jak się źle poczujesz to jedziemy do lekarz.

 **
Zrobiłam właśnie test ciążowy ale boje się na niego spojrzeć. Jeżeli jestem w ciąży to wyjadę z kraju tak jak kiedyś powiedziałam. Nie chcę żeby Leon wiedział o dziecku. Zrobi ze mną to samo co Lynsey wróci do mnie z litości. No właśnie może on wcale jej ni kocha jest z nią z powodu dziecka. Ze mną byłoby tak samo. Muszę poznać wynik testu.
V – Fran! – słyszę jak pędzi po schodach. Biegnie na złamanie karku. Dlaczego? Martwi się o mnie, kocha mnie jak siostrę. To taka do zgonna przyjaźń.
F – Zrobiłaś?! I co?! Jesteś w ciąży!?
V – Spokojnie Fran. Nie mam odwagi na niego spojrzeć. Zrób to za mnie. Proszę. – podałam jej przedmiot.
F – Violu ty …….

____________________________________________________________________
Jak zwykle zła ja skończyłam w takim momencie. Ha ha ha!  No to pięknie Verdas się urządził nieprawdaż? Pocieszę was, że Leon wróci do V za jakieś 4-5 rozdziałów. Spoko loko. Co myślicie o tej ,,ciąży'' Violki? W sumie to mój pomysł jest już tak oklepany, że szkoda gadać.
Dobra kończę kocham Was!

----------------------------------------------------------
//D
 xxxxxxxxx

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego