• Wpisów:23
  • Średnio co: 53 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 11:31
  • Licznik odwiedzin:5 293 / 1280 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hej!
Mam dla was wiadomości. Otóż ostatnio nie mogę dodać na bloga żadnego długiego wpisu co niezmiernie mnie zdenerwowało. Pinger mi chyba zwariował. Więc żeby nie skonczyć blogowania założyłam nowego bloga tym razem na Blogerze.
Tutaj macie link do nowego bloga ---->
http://leonetta-lovewillremember.blogspot.com/ Zaczyna dodawać tam tą samą historię od początku.
Pozdrawaiam Dominika
 

 

Hej!

Mam dla was wiadomość. Rozdział dopiero w sobotę tak jak zwykle. Przepraszam, że w tamtym tygodniu nie dodałam ale musicie powiedzieć, że przez przerwę świąteczną was rozpieszczałam.
Więc tak jak mówiłam rozdział dopireo w sobotę chyba,że mnie natchnienie weźnie wcześniej.

---------------------------------------------------------------
//D
xxxxxxx
 

 

*Violetta*
F - Violetta ty jesteś w ciąży.
V - Nie Fran to nie może być prawda. Ja muszę skończyć studia przecież ja sobie nie dam rady sama w firmie. - mocno przytuliłam się do Fran i łkałam jej w ramię.
F - Vilu nie jesteś sama, przecież jestem ja Angie i Marco. Fede pomoże ci nawet jeśli miałby w ogień skoczyć. A rodzice na pewno cię nie opuszczą, za bardzo cię kochają.
Jeszcze długo siedziałyśmy w łazience przytulone do siebie. Płakałam bardzo i długo, Fran gładziła mnie po plecach mówiąc, że będzie dobrze i damy sobie radę. Kocham ją. Słyszałam jak drzwi wejściowe do domu się otwierają, później kroki na schodach.
Fe - Dziewczyny gdzie wy jesteście?
F - W łazience choć coś ci powiemy. - mój brat wszedł do pomieszczeni i momentalnie padł na kolana obok mnie i mocno przytulił.
Fe - Matko Violka co ci się stało?
F - Violu powiesz mu czy ja mam to zrobić?
V - Powiedz mu nie mam siły o tym mówić.
F - No więc Viola jest w ciąży z Leonem i nie wiemy co ma zrobić – na jej słowa jeszcze bardziej zapłakałam i wtuliłam się w Fede.
Fe - Nie płacz sister będzie dobrze ja cię na pewno nie zostawię.
F - Wiesz co Federico mamy jeszcze jedną wiadomość. Ta cała Lynsey wcale nie jest w ciąży z Leonem tylko z jakimś kolesiem. Mamy nagranie oglądaj. - Włoszka wyciągnęła z kieszeni spodni telefon i dała go mojemu bratu. Federico oglądał w milczeniu.
Fe - Puszczalska Lynsey. Zawsze wiedziałem, ze taka jest.
V - Znasz ją?
Fe - Kiedyś kręciła się koło mnie w jakimś barze.

**
Nie idę dzisiaj na uczelnię. Źle się poczuję i znowu rozwalę zajęcia Leonowi. Na samo wspomnienie jak mnie wczoraj niósł na rękach do samochodu czuję się dziwnie. Mam wrażenie, że Leon mnie kocha. Jestem głupia. Wiem o tym doskonale. Chyba mi hormony skaczą. Zaplanowałam jak będzie wyglądała moja niedaleka przyszłość. Kiedy przejdą mi objawy ciąży pójdę na uczelnie i będę tam jeszcze przez miesiąc. Później wyjadę do Hiszpanii albo Włoch. Nie chcę spotkać Jego na mieście w szóstym miesiącu i odpowiedzieć na pytanie ,, Kto będzie tym szczęściarzem?''. Co mu odpowiem? ,,Wiesz Leon to ty jesteś ojcem tego dziecka tylko nic ci nie mówiłam.'' Paranoja, galimatias, zamieszanie i nie wiem co jeszcze. Mam totalny mętlik w głowie.

**
Francesca właśnie podjechała pod dom. Słyszę dźwięk przekręcanych kluczy w drzwiach. Jestem ciekawa czy Leon dociekał co mi jest i jak w szpitalu do, którego wcale nie pojechałyśmy.
F - Violu już jestem.
V - Oglądam telewizję. - dziewczyna stanęła w futrynie drzwi – Co Leon mówił?
F - Tęsknisz za nim? - pokiwałam twierdząco głową. Nie będę jej okłamywać. Ona i tak wie wszystko. - Ehh – westchnęła – Pytał co ci jest. Co powiedział lekarz.
V- I co mu powiedziałaś?
F - Że to przeziębienie a ty masz czasami zaburzenia no i to wszystko złożyło się do kupy.
Czyli nie drążył tematu?
Nie. Właściwie to przejął się tym ale jakoś nie okazywał tego na zajęciach.

**Tydzień później
Już dzisiaj idę na zajęcia. Zwolnienie napisał mi znajomy Marco, który jest lekarzem. Mam nadzieję, że Leon nie będzie chciał ze mną rozmawiać a ja nie będę umiała go okłamywać. No bo jak kłamać człowiekowi w żywe oczy na przykład tak jak to robi Lynsey. Jest idiotką, że nie docenia Leona nie ma takiego drugiego na świecie. Ale przecież miłość nie wybiera ona kocha Cypriana a Leona tylko wykorzystuje. Jak ja nie lubię tej zołzy.

**
L – Dzień dobry klaso! – właśnie wszedł do Sali. – O kogo moje piękne oczy widzą panna Castillo już wyzdrowiała.
V – Dzień dobry. Pan jak zwykle skromny. Jeszcze jedna sprawa nie musi i pan wypominać, mojego stanu cywilnego. – jak wracam to w wielkim stylu a z resztą mam prawo do humorków hormony mi buzują w ciąży.
L – A ty jak zwykle uszczypliwa. – ha! Teraz to żeś zabłysnął inteligencją Verdas.
F – Wie kawaler nie można dać sobie w kasze dmuchać. – oho Fran się włącz będzie źle. Francesca zrobiła się teraz strasznie cięta na Leona.

**Niecały miesiąc później
Dzisiaj jest już piątek i dzisiaj idę na ostatni wykład Leona. Oczywiście zakończę go z wielkim hukiem no bo jak by inaczej. Przeszły mi już wszystkie objawy został tylko dziwny apetyt. Jutro mam samolot do Hiszpanii będę tam do ósmego miesiąca ciąży bo Francesca nie chce słyszeć innej opcji. Mamy dzisiaj 27 listopad na święta wracam do domu 20 grudnia. Wychodzi na to, że do Anglii wrócę dopiero w czerwcu. W jego połowie Fran i Marco wezmą ślub. Francesca miała zawahania ze względu na mnie no bo przecież mamy przysięgę ale kiedy powiedziałam jej, że zamieszkam obok nich od razu się zgodziła. Wymyśliła nawet, że zamieszkam z nimi. Zacytuję tutaj jej słowa ,,Przecież nie będziesz nikomu przeszkadzać a ja i Marco bardzo lubimy dzieci.’’ Fran wymyśliła już nawet imiona jeśli będzie to dziewczynka jej imię będzie brzmiało Francesca a jeżeli chłopczyk to Federico. W kwestii imienia mojego dziecka nie miałam prawa głosu. Zostało postanowione. Bardzo chciałabym, żeby to była dziewczynka. Kiedy przylecę do Anglii na święta poznam już płeć dziecka. Zapomniałabym o najważniejszym, że przecież Francesca leci ze mną i również nie kończy studiów. Jak to powiedziała ,,Nie mam zamiaru męczyć się z Verdasem bez ciebie.’’

**
*Leon*
Dzisiaj nareszcie piątek. Już od jutra weekend i spokój od wykładów. Dzisiaj na zajęciach znowu będą głupie docinki ze strony Francesci i Violetta. Zauważyłem, że Francesca zrobiła się bardziej uszczypliwa niż Violetta. Nie mam pojęci o co jej chodzi. O to, że zostawiłem Violette dla Lynsey? Przecież zostanę ojcem i będę szczęśliwy – Lepiej się zastanów – odezwał się głos w mojej głowie. UHG! Siedź cicho!

**
L – Dzień dobry klaso!
- Dzień dobry!
Usiadłem przy moim biurku i zacząłem sprawdzać listę obecności.
L – Blair!
- Obecny
L – Bastley!
- Obecna
L – Castillo!
V – Słucham?
L – Cauviglia?
F – Tak się nazywam. Wiem o tym. – nie zwracaj na nie uwagi i prowadź zajęcia. Nie wdawaj się w nie potrzebne gadki.
L – Dobra dzisiaj zaczniemy temat z ekonomii.
F – Dobra zupa z bobra. – jak ona mnie denerwuje kiedy tak chichocze pod nosem.
L – Podręcznik strona 69.
F – Przepraszam ale jesteśmy na zajęciach.
L – Francesca o co ci chodzi? – o czym ona mówi? Aaaa! No tak numer 69.
F – O nic.
V – Fran nie czepiaj się. Pan ma chandrę.
- Musi znosić humorki swojej narzeczonej bo hormony jej w ciąży buzują! – krzyknął ktoś z końca klasy.
L – Kto taki mądry?!
V – No to kartkóweczka murowana. – oj Castillo jak ty mnie znasz. O czym ty myślisz! Karcę się w myślach.
L – No koleżanka ma rację za karę kartkóweczka i to z dzisiejszego tematu.
- No nie! Dzięki Castillo! – to znowu ta sama osoba. Ha już wiem kto to. To Nicolas.
V – Dla ciebie pani Castillo małolacie! – u hu hu! Tym razem to nie mi się dostało.

**
Dzisiejsze zajęcia były najbardziej męczące w historii moich przeprowadzonych wykładów. Zaraz powinna przyjść Ludmi. Lynsey wyszła spotkać się z przyjaciółką. Pokroiłem ciasto, które kupiłem w cukierni i ułożyłem na paterze. Właśnie słyszę dzwonek do drzwi. Podchodzę do drewnianej konstrukcji, przekręcam klucz w drzwiach i wpuszczam moją siostrę.
Lu – Hej bracie. – wita się ze mną buziakiem w policzek.
L – Hej Lu.
Postawiłem przed blondynką kawę i dzbanuszek z mlekiem.
Lu – Dziękuje. – robi spory łyk gorącego napoju.
L – Nie ma za co.
Rozmawiamy już chyba jakąś godzinę.
Lu – A tak zbaczając z tematu gdzie ta lafirynda?
L – Ludmiła wiesz, że nie ma obrażania Lynsey w moim towarzystwie.
Lu – Oj Leoś nie przesadzaj oboje dobrze wiemy, że wcale jej nie kochasz. – no nie teraz to mnie zdenerwowała.
L – Ludmiła ja ci przypominam, że będę miał z nią dziecko!
Lu – Zastanów się czy to twoje dziecko! – krzyknęła po czym szybko wstała od stołu. – Jak zmądrzejesz to przyjdź do Fede pogadamy.
L – Ludmiła nie denerwuj się pocze… - nie skończyłem bo trzasnęła drzwiami i wyszła z mojego mieszkania.
O co jej chodziło z tym ,, Zastanów się czy to twoje dziecko!’’. Czy ona sugeruje, że Lynsey ma kogoś na boku? Szybko wbiegłem po schodach i zacząłem szukać zdjęcia USG, które dała mi Lynsey po ostatniej wizycie u ginekologa. Jest! Niestety nic to nie pisze. Przeszukałem szafkę nocną i też nic nie ma. A może w tej czarnej torebce, którą miała ze sobą. Mam nadzieję, że nie wzięła jej ze sobą. O TAK! Mam ja jest. Wyrzuciłem z niej wszystko i znalazłem biała kopertę. Miesiąc pierwszy. Chwila, chwila ostatnio do czegoś głębszego między mną a brunetką doszło jakieś półtora miesiąca temu. Czyli dwa tygodnie przed naszym rozstaniem. Ona ma dziecko z kimś innym! Idę do Lu ona na pewno wie coś więcej.

**
L – Ludmiła jesteś?! – wpadłem jak oparzony do mieszkania Violetty. Dziwne nie wyszła z kuchni i się na mnie nie nadarła.
Lu – Idę! – blondynka wyszła z salonu. – I co zmądrzałeś? Przyszedłeś dowiedzieć się czegoś więcej?
L – Ludmiła ty coś wiesz! Prawda?
Lu – Wiem więcej niż ci się wydaje.
L – Ludmiła nie trzymaj mnie w niepewności.
Lu – Masz. – moja siostra podała mi telefon. Włączyłem nagranie i oglądałem je z otwartą buzią.
Jak ona może mnie tak wykorzystywać. Pojadę do domu i osobiście spakuje jej walizki.
L – To nagrała Francseca? Słyszę jej głos.
Lu – Tak to ona. Zobaczyły z Violettą jak Lynsey obściskuje się z tym facetem i to nagrały.
L – A swoją drogą to gdzie one są?
Fe – Cześć wam! – do domu wszedł Federico.
L i Lu – Cześć.
L – odpowiecie mi na pytanie gdzie one są.
Fe – Wyjechały.
Jak to wyjechał!!? Dlaczego!? W mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli. I nagle przypomniały mi się słowa Violetty ,, Wiecie co dziewczyny gdybym ja dowiedziała się, że jestem w ciąży z moi byłym, który już kogoś ma to wyjechałabym z miasta a najlepiej z kraju tak żeby nie spotkać go i nie usłyszeć pytania ,,To moje dziecko?’’. Nie wiem dlaczego akurat one mi się przypomniały. A może Violetta jest w ciąży?
_______________________________________________________________
No i mamy kolejny rozdział. Jak widzicie Leon dowiedział się, że Lynsey go okłamuje. Vilu i Fran wyjechały. Leonetta będzie rozbita po świecie. Jak smuto. Ha ha ja zua! Oczywiście nie martwcie się Leonetta bedzie bo to przecież blog właśnie o niej. Jeżeli myślicie, że spycjalnie przyspieszam akcję to POMYŁKA! Akcja zostanie przyśpieszona później o kilka miesięcy więc to i tak pestka.

--------------------------------------------------------------------
//D
xxxxxxxx
  • awatar Gość: kiedy następny rozdział??????....
  • awatar Gość: super, extra, nie mogę się doczekać następnego rozdziału naprawdę to jest najlepsze opowiadanie jakie czytam!!!!! nie mogę się doczekać następnego rozdziału!!!!!!!!!..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

_Violetta_
Jest godzina 23.46. Jestem już w miejscu spotkań szajki z czarnego Audii. Fran spaceruje przecznicę dalej jako ,,przypadkowy przechodzeń’’. Właśnie podjechał tutaj czerwony Nissan. Wysiada z niego dwóch mężczyzn nie widać ich twarzy ale sylwetka jednego z nich bardzo mi kogoś przypomina. Teraz podjeżdża czarne Audii takie jakiego szukamy tylko, ze to nie ma pasków. Wysiadają z niego trzej mężczyźni.
Przecież to Federico. Wszędzie poznam tą metrową grzywkę i czarne rurki. Ale on i szajka przestępców? To przecież nie prawdopodobne. Zadzwonię do niego ale najpierw podsłucham ich rozmowę.
- To jak z ta twoją siostrzyczką.
- Dzisiaj poszła do klubu z przyjaciółką.
- Wiesz jak jest ubrana?
- Nie wiem zaraz do niej zadzwonię i dowiem się gdzie jest. Nie będzie problemu ze złapaniem jej bo mieszkamy w spokojnej dzielnicy. Ale obiecuje wam, że jak jej włos z głowy spadnie to wam nogi z dupy powyrywam. To, że pomagam Leonowi to tylko moja dobra wola więc radzę wam mieć ręce przy sobie. No i jedna mała ciekawostka ona przez kilka lat uczyła się samo obrony więc może się opierać.
- No to nie jest tsa delikatna jak by się wydawało.
- Uwieżcie, że jest bardziej delikatna niż by mogło się wydawać.
Nie mam bladgo pojęcia co oni kombinują chcą mnie porwać a Fede im pomaga? W sumie to skłamał, ze idę do klubu. Dziwne. Dobra dzwonię do niego. Nikt nie powinien mnie tu usłyszeć z takiej odlaegłości.

- Halo Viola?
- No a kto inny?
- Nie łap mnie za słówka.
- No dobra.
- A po co dzwonisz?
- Chcę wiedzieć co robisz?
- Siedzę przed telewizorem i pije piwo.
- Nie ściemniaj Federico. Powiedz im, że jestem ubrana w długą kwiecistą spódnicę, różowy płaszcz i kapelusz tego samego koloru.
- Violka skąd o tym wiesz?
- Jak odjadą przyjdź na róg budynku.
- No ja też cię kocham. Pa!
- Pa!
Musze się wszystkiego dowiedzieć. Leon to wszystko zaplanował? Zupełnie nie rozumiem tego fenomenu co on chce tym osiongnąć. Chcą mnie porwać a ja raczej się nie dam. Już wiem co zrobię nawet się nie będą spodziewać. Mam w głowie plan teraz tylko wcielić go w życie. W tym już pomoże mi Francesca. Już odjechali w moją stronę idzie Fede. Bardziej ,,wcisnęłam’’ się w ścianę, przykładam mu rękę do ust i ciągnę do tyłu.
- Ciii to ja Violetta – szepczę zanim go puszczam.
- Violka ty się w ninje bawisz? – krzyknął szeptem
- Spokojnie Fede zaraz Ci wszystko wytłumaczę.
- No ja myślę.
- Bo wiesz ja jestem agentką CSI.
- Co?!
- Federico nie wydzieraj się do jasnej cholery.
- Dobra spokojnie. Ochłoń Fede, ochłoń. – mówił sam do siebie. – O czymś jeszcze nie wiem?
- Fran też należy do CSI – wymamrotałam
- Dlaczego ja dowiaduję się wszystkiego ostatni?
- Tajemnica zawodowa Fede. Dobra a teraz mnie słuchaj. Zadzwoń do ty swoich kolegów – mówiąc słowo kolegów zrobiłam w powietrzu cudzysłów. – I powiedz im, że idę ulicą Alberta Einsteina. Niech przejadą koło mnie robiąc to co zwykle. Po dwóch minutach mogą zawrócić i ,,mnie’’ porwać. Poinformuj ich też, że jestem piana.
- Nie rozumiem po co mam to robisz skoro stoisz tutaj przede mną.
- UGH! Fede ty tak wolno myślisz czy tylko udajesz? Przecież Fran może mnie udawać. Z resztą nie będą zwracać uwagi na twarz kiedy znają mój wygląd ubioru. Uwierz wiem coś o tym.
- No dobra nie denerwuj się tak. Już do nich dzwonie.
_________________________________________________________________

_Francesca_
Viola przed chwilą do mnie dzwoniła i objaśniła mi jak działamy. To o czym mi nie powiedziała muszę wymyślić sama. Muszę działać instynktownie tak jak prawdziwa kobieta. Właśnie jedzie jakiś samochód. Nie mogę się obrócić bo to może mnie zdradzić. Słyszę strzały tak to oni. Reaguję jak spanikowana blondynka i kiedy Audi już nie ma w zasięgu mojego wzroku ściągam spódnicę i wchodzę na pobliskie drzewo. Siadam na gałęzi gdzie pozbywam się reszty mojego przebrania. Wkładam wszystko do torby i ukrywam w gałęziach. W ten sposób zostaję w moim czarny dopasowanym stroju właśnie do takich zleceń. Słyszę jadące auto. To na pewno oni. Szybko naciskam guziczek na słuchawce przy uchu i czekam na połączenie z Violettą.
- No i co tam?
- Słuchaj już przyjechali zaraz wysiądą.
Szepnęłam na tyle głośno aby mnie usłyszała i dodatkowo włączyłam dyktafon, który mam w zegarku.
- No i gdzie ona jest? Nie miała gdzie zwiać?
- On ją na pewno gdzieś zwinął. Nie chciał żeby jej się coś stało.
- Tak na pewno. Ej ale czy to nie on tam jedzie? – nareszcie jadą. Myślałam, że zaraz wybuchnę śmiechem. Ja jestem nad nimi a oni stoją pod drzewem i mnie nie widzą. Samochód Federica zatrzymał się obok drzewa. Fede wysiadł z niego.
- I co macie ją?
- Nigdzie jej nie ma nawiała!
- Jak to nawiała? Przestraszyliście ją idioci! – kiedy Fede się z nimi kłócił ja po cichutku zabrałam torbę z ciuchami i zeszłam z drzewa również po cichutku. Weszłam do samochodu przez otwarte drzwi. Przeszłam bez szelestnie do bagażnika gdzie siedziała Violka.
- Masz tutaj ciuchy ubieraj je szybko, pomogę ci. – pomogłam jej ubrać się tak aby nikt nic nie usłyszał.
- Dzięki Fran. Kocham. Trzymaj kciuki żeby wszystko wyszło. – szepnęła i ucałowała mnie w policzek.
- Ja też. No leć już wszystko będzie tak jak zawsze. Doskonale. – odszeptałam i już jej nie było w samochodzie.
_____________________________________________________________________

_Violetta_
Fran pomogła mi się ubrać. Bez szelestnie wysiadłam z samochodu. Mam to już tak opanowane, że nikt nawet nie spojrzał w stronę samochodu. Powoli prawie, że na kolanach obeszłam auto i podreptałam w głąb parku. Usiadałam za drzewem i zadzwoniłam do Fran.
- Już?
- Tak.
Szybko włożyłam telefon do torebki. Oczywiście zanim to zrobiłam, włączyłam dźwięk. Zamknęłam oczy udając, że śpię i czekałam na telefon. Po kilku sekundach z głośnika zabrzmiały pierwsze nuty ,,Love will remember’’. Zaraz kiedy moi ,,porywacze’’ usłyszeli mój telefon zerwali się ze swoich miejsc i rzucili aby mnie znaleźć. Poczułam, że ktoś tylko przy mnie klęka. Bierze mnie na ręce. Bardzo delikatnie. No tak Federico powiedział, że ich wykastruje jak mi włos z głowy spadnie. Wsadzili mnie do samochodu i również delikatnie ułożyli na tylnich siedzeniach.
Po dziesięciu minutach drogi udałam, że się budzę.
- Oj Fede jak dobrze, że zabrałeś mnie z tej imprezy. – udawałam zaspany głos.

________________________________________________________________
Siedzę teraz w jakimś pokoju. Jest tu przytulnie. Pierwszy raz spotykam się z tak luksusowym porwaniem. Pracuję w CSI od dwóch lat i to dość orginalny sposób porwania. Drzwi się otwierają i do środka wchodzi dwóch mężczyzn.
- Mogę wiedzieć gdzie jestem?
- Zadamy ci kilka pytań.
- Nie będę z wami rozmawiać. Jeśli ktoś chce coś ze mnie wyciągnąć to na pewno wasz szef.
- Tak właśnie. Jeśli z nami nie porozmawiasz nie będzie zbyt miło.
- I co uderzycie mnie?
- Raczej nie, a teraz proszę z nami porozmawiać.
- Porozmawiam z szefem.

Oboje westchnęli i wyszli. Z kobietami nie ma przebacz. Jestem ciekawa czy Leon przyjdzie. I znowu ktoś idzie w stronę ,,mojego’’ pokoju. W drzwiach staje Leon we własnej osobie.
- No, no muszę przyznać bardzo orginalny sposób porwania panie Verdas. Chciałeś cos wiedzieć. Pytaj – wypowiedziałam to z taką kpiną, że nawet głupi by się domyślił.
- Violetta ja.. – nie dałam mu skończyć
- Nie rozumiem jednego Leon. Po co to robisz? Chodzi o pieniądze prawda? – pokiwał głową – Kiedyś nic ci nie zostanie z tych pieniędzy! Nic kompletnie nic. Wiesz co jest w życiu ważne?! Rodzina, przyjaciele i miłość! Ale ty jesteś tak zaślepiony mamoną, że nie dostrzegasz najważniejszych wartości życia! – cały czas krzyczałam.
- Violetta daj mi to wytłumaczyć…
- Nie Leon chcę wyjść! – szybko go wyminęłam i wyszłam na korytarz. Na krześle obok drzwi siedział Federico. – Federico idziemy!
- Okey.
- Violu błagam zaczekaj! – Leon krzyczał mi za plecami ale ja szłam a wręcz biegłam przez korytarz. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię i obraca w drugą stronę. A dosłownie po sekundzie całuje w usta. Bardzo namiętnie i z uczuciem.

To Leon. Oddaję pocałunek. On go pogłębia. Czuje coś niesamowitego. Motyle w brzuchu. Leon delikatnie mnie podniósł a ja oplotłam go nogami w pasie. Wiem, że do niczego nie dojdzie skończy się na błaganiu mnie o wybaczenie. Szatyn kieruje się w stronę jakiś drzwi. Nie zwracam uwagi jakich bo jestem zbyt zajęta całowaniem Leona.
W pomieszczeniu Leon stawia mnie na nogi.
- Powiedz….mi ….. Violu …..co mam….zrobić…żebyś…mi ….wybaczyła? – pyta pomiędzy pocałunkami
- Love me harder.
- Kocham cię Violu.

_______________________________________________________________
Dziwne zakończenie prawda? Będzie jeszcze jedna część tego OS'A więc spoko. Troche pewnie was zaskoczyłam tą końcówką co nie?

--------------------------------------------------------------
//D
xxxxxxx
  • awatar Gość: Nie rozumiem tego. Podoba mi się ale nie rozumiem.
  • awatar Gość: bardzo fajnie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Nie jestem zbyt dobra w składaniu życzeń ale coś dla was naskrobałam. Dzisiaj w obchodzę nie tylko święta ale też i urodziny. Tak skończyłam 13 wiosen. Stara jestem 
Dobra przechodzę do życzeń.

W tym jakże ważnym dniu chciałabym wam życzyć smacznego jajka, radości i humoru, czasu spędzonego w gronie rodziny. Aby te święta umocniły naszą wiarę a także aby Pan Jezus zagościł w naszych sercach i domach przez następny czas. Wielu łask Bożych, darów Ducha świętego i opieki Panny Świętej, Matki Bożej.

Dominika

 

 

Lynsey-L
Cyprian-C

*Violetta*
Nie wiem już jak mam siedzieć. Ból tak bardzo ścisk mi głowę, że nawet światło jest dla mnie dokuczliwe. Jeszcze moment i będzie koniec zajęć

**
Jak dobrze, że wracamy już do domu. Fran dała mi na zajęciach tabletkę i trochę mi przeszło. Nie miałam dzisiaj na zajęciach zbyt dużej styczności z Leonem co bardzo mnie cieszy. Unikałam go na każdym kroku, nawet kłócić mi się z nim nie chciało.

**
Leżę w łóżku i przewracam się z boku na bok jest godzina 01.23 a ja nadal nie śpię. Obok mnie już dawno chrapie Fran. Błagałam ją żeby spała ze mną bo jakoś tak się boję. Nie mam pojęcia czego. Samotności? Tak chyba właśnie samotności. Zostanę starą panną z kotem i będę zrzędziła na wszystko po kolei. Dlaczego to akurat ja zakochałam się w nieodpowiednim mężczyźnie? Tak to już bywa Castillo. Ciekawe jak długo będę po nim rozpaczać? Dzień? Tydzień? A może rok?

**
Dzisiaj obudziłam się z mdłościami ale po zjedzeniu śniadania czuje się wyśmienicie. Dzisiaj może trochę powykłócam się z Leonem na zajęciach. Humor mi dzisiaj sprzyja. Nawet Fran zapytała czy o czymś nie wie. Albo hormony mi skaczą przed miesiączką albo już wypłakałam wszystkie smutki i teraz przyszedł czas żeby wziąć się w garść i iść do przodu. Nie można przecież wiecznie rozpaczać po stracie mężczyzny. Mężczyzny mojego życia. Nie Violetta dość idź do przodu nie patrz w tył. Tak teraz to będzie moje motto.
Zajęcia z Verdesem się zaczęły. Właśnie sprawdza listę obecności.
L – Castillo?
V – Właśnie tak się nazywam. – podroczymy się panie Verdas
L – Humorek dzisiaj dopisuje. – a on jak zwykle sceptyczny.
V – Proszę się tak nie spinać. Trochę mniej sceptyzmu.
L – Trochę więcej …. – nie skończył bo Fran weszła mu w słowo.
F – Błagam znowu będziemy słuchać nudnego wykładu na temat zachowania. – po tych słowach mrugnęła do niego porozumiewawczo.
L – Jeżeli macie zamiar dalej zakłócać mi prowadzenie zajęć to owszem.
F – Violka przeproś go i wracamy do nauki. – wiem, że ona to specjalnie robi.
V – Phii! Prędzej będę zmywać w jakiejś kiepskiej chińskiej restauracji niż powiem przepraszam do wyżej wymienionego – cała sala wypełniła się śmiechem. Leon spuścił głowę i uśmiechnął się pod nosem. – Ale wiesz co to mi się należą przeprosiny, więc jeśli ktoś ma mi coś do powiedzenia to słucham.
F – Do jasnej cholery Leon przeproś ja a ty Violka jego bo ja mam dość tych ciągłych spin na wykładach. – uh hu hu Fran powiedziała do Leon i to na zajęciach. No to masz przesrane kochaniutka.
V – Dobra Fran powiedz temu panu, że przepraszam. – moja przyjaciółka spojrzała na mnie z pod byka. – No co albo tak albo w ogóle.
F – Dobra Viola mówi, że pana przeprasza.
L – Za co?
V – Za to że jesteś taki nierozgarnięty – mruknęłam pod nosem a studenci w śmiech.
L – Francesco podziękuj panience Castillo za przeprosiny.
F – Czy ja jestem pocztą czy jakimś kurierem?! Bawimy się w głuchy telefon?! – lepiej jej już nie denerwować.
V – Przyjęłam podziękowania zaczynajmy zajęcia. – Leon już się nie odezwał.
Reszta zajęć przebiegła już bez sprzeczek i bardziej normalnie no może poza faktem że nie odzywałam się do Verdasa. Już się wyżyłam na dzisiaj starczy. Na jutro muszę wymyślić coś innego. Znowu zaczyna boleć mnie głowa i czuję mdłości.

** Tydzień później
Obudziłam się z mdłościami z resztą jak zwykle od kilku dni. Nie chcę nawet patrzyć na jedzenie. Spóźnia mi się miesiączka już dwa dni. Nie wiem czy jestem w ciąży czy złapałam jakiegoś wirusa. Powiedziałam o wszystkim Fran i ona uważa tak samo jak albo ciąża albo wirus. Błagam żeby to nie było to pierwsze bo to może być tylko i wyłącznie dziecko Leona. Zaraz na uniwersytet a po drodze zatrzymam się przy aptece po test ciążowy.
F – Viola choć już jak chcesz zatrzymać się jeszcze w aptece.
V – Idę!
Zeszłam po schodach ubrałam mój płaszcz i razem z Fran wyszłyśmy z domu.
V – Fran wejdziesz tam za mnie? Proszę Cię.
F – Wejdę wezmę dwa tak dla pewności.
V – Dziękuje kocham Cię.
F – Ja też poczekaj za chwilę wrócę.
Jak dobrze, że ją mam inaczej byłabym wrakiem człowieka po tym wszystkim. To ona i Fede podnoszą mnie na duchu, że jeżeli to ciąża to mi pomogą. Nie tylko w wychowaniu kruszynki ale i w ukrywaniu jej przed Leonem. Nie chcę aby wiedział, że ma dwójkę dzieci z dwoma innymi kobietami. O Fran już wraca.
F – Viola czy to nie jest ta Lynsey? – wskazała na brunetkę obściskującą się z jakimś facetem.
V – No to ona ale nie wiedziałam, że ma kogoś na boku. Jak małpa rozwaliła mi związek i jeszcze w dodatku nie jest szczera z Leonem. Zabije ją! – szybko odpięłam pas, otworzyłam drzwi samochodu i miałam wysiąść ale Fran złapała mnie za nadgarstek uniemożliwiając mi to.
F – Mam lepszy pomysł. Chodź. – wyszłyśmy z samochodu. Nie wiedziałam co wymyśliła. Pociągnęła mnie za rękę i podreptałyśmy do migdalącej się pary. Usiadłyśmy na ławce nie opodal i Fran zaczęła udawać rozmowę, wyciągając przy tym telefon. Włączyła kamerę i udawała, że szuka zasięgu. Kiedyś robiłyśmy tak w liceum chcąc zrobić zdjęcie chłopakowi, który nam się podobał.
F – Nie mogę złapać zasięgu. Chyba muszę zmienić telefon. – ta to ma wrodzone zdolności aktorskie. Teraz już umilkłyśmy słysząc słowa wypowiadane przez tą małpę.
Ly – Pobędę z nim do trzeciego miesiąca a później wymyśle coś, żeby mieć pretekst do zostawienia go. Będzie płacił alimenty a my nie będziemy musieli się martwić o pieniążki. Jestem po prostu genialna. Kocham cię Cyprian.
C – Ja ciebie też Lynsey. On na pewno nie był by dobrym ojcem zresztą idiota nie wie, że to nie jego dziecko. Wkopał się biedny. – zagotowało się we mnie. Rozwalili mi związek, żeby mieć pieniądze. Chore, do reszty chore!
Kiedy już odeszli bardzo mocno przytuliłam się do Fran i uroniłam kilka łez. Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Nie chcę.
F – Chodźmy bo spóźnimy się na zajęcia. – szybko otarłam łzy z policzków i ruszyłyśmy w stronę naszego samochodu. – Viola zamierzasz powiedzieć o tym Leonowi? – i nagle mnie olśniło. Leon dowie się tego ale nie ode mnie ani Fran. Sam to odkryje.
V – Ja na pewno mu tego nie powiem niech sam to odkryje.
F – Co masz na myśli.
V – Pokarzemy to Ludmi ona umie zrobić Leonowi awanturę z niczego. Jak już zaczną się kłócić ona wspomni coś o ciąży. I jakoś tak jej się wymsknie żeby zastanowił się czy to na 100% jego dziecko.
F – Teraz to wymyśliłaś?
V – Tak teraz a co?
F – Genialna jesteś.

**
Siedzimy z Fran już na trzeciej godzinie zajęć z Leonem. Strasznie mi słabo i duszno. Czuje się jakbym zaraz miała zemdleć.
V – Fraann sła-a-a- bo mi.
F – Ludzie Vilu nie mdlej. Przepraszam mogę wyjść z Violettą na zewnątrz słabo jej.
L – Nie przesadzajcie – Verdas nawet na mnie nie spojrzał tylko dalej pisał coś w swoim dzienniku.
F – Proszę na nią spojrzeć jaka jest blada! – zdenerwowała się w natychmiastowym tempie. Leon uniósł głowę i na mnie spojrzał.
L – Masz rację. Możecie wyjść.
Podniosłam się z krzesła i lekko zachwiałam. Natychmiast mocno złapałam Fran po ramię. Ona również przycisnęła mnie do siebie. Zaczęłyśmy schodzić po schodach. Po przejściu trzeciego schodka straciłam panowanie nad nogami, zakręciło mi się w głowie i zaczęłam osuwać się w dół.
F – Matko Violka nie mdlej! – usłyszałam krzyk Fran. Nie do końca kontaktowałam. Widziałam jak przez mgłę i to bardzo gęstą mgłę.
V – Wszystko jest w porządku Fran – wymamrotałam niezrozumiale i próbowałam siępodnieść.
F – Jak wszystko jest w porządku? Mdlejesz mi tutaj jedziemy na pogotowie. Niech ktoś mi pomoże ją wziąć do samochodu!
L – Słuchajcie ja pomogę Francesce a wy nie rozwalcie mi tu Sali.
Poczułam jak Leon bierze mnie na ręce i wychodzi z Sali a zaraz za nim truchcze Fran. Dalej już wszystko było zlało mi się w jedną wielką plamę.
Obudziłam się w samochodzie.
V – Fran gdzie jedziemy?
F – Viola obudziłaś się! Jedziemy do szpitala.
V – Nie tylko nie do szpitala do domu błagam cię.
F – Violu zemdlałaś to może być coś poważnego.
V – Błagam cię pojedźmy do domu.
F – Dobra ale jak się źle poczujesz to jedziemy do lekarz.

**
Zrobiłam właśnie test ciążowy ale boje się na niego spojrzeć. Jeżeli jestem w ciąży to wyjadę z kraju tak jak kiedyś powiedziałam. Nie chcę żeby Leon wiedział o dziecku. Zrobi ze mną to samo co Lynsey wróci do mnie z litości. No właśnie może on wcale jej ni kocha jest z nią z powodu dziecka. Ze mną byłoby tak samo. Muszę poznać wynik testu.
V – Fran! – słyszę jak pędzi po schodach. Biegnie na złamanie karku. Dlaczego? Martwi się o mnie, kocha mnie jak siostrę. To taka do zgonna przyjaźń.
F – Zrobiłaś?! I co?! Jesteś w ciąży!?
V – Spokojnie Fran. Nie mam odwagi na niego spojrzeć. Zrób to za mnie. Proszę. – podałam jej przedmiot.
F – Violu ty …….

____________________________________________________________________
Jak zwykle zła ja skończyłam w takim momencie. Ha ha ha! No to pięknie Verdas się urządził nieprawdaż? Pocieszę was, że Leon wróci do V za jakieś 4-5 rozdziałów. Spoko loko. Co myślicie o tej ,,ciąży'' Violki? W sumie to mój pomysł jest już tak oklepany, że szkoda gadać.
Dobra kończę kocham Was!

----------------------------------------------------------
//D
xxxxxxxxx
 

 

Hejeczka!
Na początku bardzo, bardzo, bardzo, bardzo chcę podziękować z a te wyświetlenia i pozytywne komentarze, które są dla mnie motywacją do dalszego działania.
Mam dla was obiecane 30 FAKTÓW O MNIE. Niektóre punkty są dziwne. Mega dziwne, więc możecie uznać mnie za wariatkę . Zapraszam do czytania
1. Dominika\\
2. 5 kwietnia skończę 13 lat
3. W pierwszym sezonie Violetty wolałam Tomasa.
4. Lubię pierogi z kapustą i grzybami.
5. Śpię z pluszową lalką (tak wyśmiejcie mnie! )
6. Panicznie boje się z ciemności ( dziwna ja )
7. Mam inny styl niż wszystkie dziewczyny w kalsie.
8. Uwielbiam czytać książki.
9. Kocham Jorgusia ( Jorge) i Ruggusia ( Ruggero)
10. Gdybym mogła pocałowałabym Tini w buty. (dziwna ja)
11. W klasach I – III bardziej lubiłam towarzystwo chłopców. Do teraz bardzo je lubię ale mam swoje przyjaciółki.
12. Gram w nożną. Jade chłopaków na boisku ( skromnie się przyznając )
13. Uwielbiam taniec.
14. Nienawidzę pisać czarnym długopisem.
15. Jestem kujonem z anglika.
16. Chcę studiować filologię angielską.
17. Maluje się ( nie do szkoły).
18. Uwielbiam swoje paznokcie. (dziwna ja)
19. Zawsze czegoś zapominam.
20. Jestem strasznie nerwowa.
21. Jestem bardzo przywódcza ( jestem w klasie przewodniczącą. Uważam, ze beze mnie nie dali by sobie rady ze wszystkimi sprawami organizacyjnymi i nie tylko)
22. Chciałabym napisać książkę.
23. Prowadzę pamiętnik.
24. Śpię, jem, pisze, uczę się , oglądam telewizje, wracam ze szkoły, idę do szkoły, gram prawie wszystko robię z moim telefonem. Uzależnienie? Nie. Przywiązanie.
25. Boję się wszelkiego rodzaju robactwa.
26. Gram w teatrze.
27. Roznoszę pokój po każdym odcinku Violetty w którym brak jest Leonetty lub się kłócą albo Bóg wie co jeszcze robią.
28. Nienawidzę Gery i Cementa ( tak wiem Clementa, trudno ja mówię na niego Cement)
29. Mam długie nogi i grube.
30. Moje ręce często są zimne.

I tak oto dotarliśmy do końca. Niektóre fakty są dziwne. Ostatnio padło też pytanie czy dodam swoje zdjęcie. Dodam jeżeli wybije mi 1000 wyświetleń a to może za kilka miesięcy. Kocham was i jeszcze raz dziękuje z te wyświetleni kochani.

------------------------------------------------------------------------
//D
xxxxxxxx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

*Violetta*
L – Violetta bo widzisz Lynsey <czyt. Linzi> jest w ciąży iii….. – no pięknie jego była jest z nim w ciąży.
V – Jest w ciąży i dopiero teraz o ci o tym powiedziała?
L – Stwierdziła, że wcześniej nie wiedziała jak zareaguję.
V – Ty chcesz do niej wrócić, żeby nie została samotną matką z dzieckiem.
L – Myślałem o tym dużo iiii…. – i dalej się zacina.
V – Wróć do niej. Nie przejmuj się mną. – ucałowałam go w policzek i odeszłam z wymuszonym uśmiechem na twarzy. W jego oczach zobaczyłam smutek ale nie mam pojęcia czym był on spowodowany. Naszym rozstaniem? Przecież on niedługo zostanie ojcem i na pewno się z nią ożeni. Życie bywa trudne. Na naszej drodze zawsze są zakręty raz jest ich mniej raz więcej. Jedni cierpią bardziej drudzy mniej. Zawsze myślałam, że moje życie jest usłane płatkami róż ale teraz przyszedł czas aby dojrzeć i dorosnąć. Może i mam dwadzieścia sześć lat ale życia nie doświadczyło mnie tak jak niektórych piętnastolatków. Zawsze miałam to czego chciałam bo rodzice są milionerami ale nikt nigdy nie zdołał spełnić mojego największego marzenia. Zakochać się. No może nikt dopóki dopóty nie zjawił się szatyn o szmaragdowych oczach, które hipnotyzują mnie kiedy w nie spojrzę. Tak moje marzenie się spełniło ale czy jestem szczęśliwa z tego powodu? Raczej nie. Miłość boli i to bardzo. Nie będę płakać , nie będę. Powtarzałam sobie w myślach do momentu w, którym po moim policzku spłynęła łza. Teraz już nie będę się powstrzymywać. Idę uliczkami do mojego domu i gorzko płaczę. To co, że ludzie się na mnie patrzą. Każdy może płakać. Może kiedy się wypłaczę ujdą ze mnie te wszystkie negatywne emocje i podejdę do tego mniej histerycznie. Jestem już pod domem, nie wiem wchodzić czy nie? Ostatecznie decyduję się wejść. Popycham furtkę, idę chodnikiem ułożonym z kostki granitowej, otwieram drzwi wchodzę do środka i zsuwam się po nich. Chowam twarz w dłoniach i dalej głośno łkam. Czuje jak z mojej prawej strony ktoś mnie przytula. To Fran wszędzie poznam te jej perfumy. Po chwili z lewej strony przytula mnie druga osoba. Tym razem to Fede. Nie pytają, nic nie mówią. Rozumieją mnie bez słów. Doskonale wiedzą, że potrzebuje teraz wsparcia ale słowa nic tu nie dają.
V – D- do-o bra starczy tych czułości trzeba wziąć się za pracę.
F – Masz rację. Może kiedy zajmiesz się pracą nie będziesz o tym myślała.
V – To wy wiecie o Lynsey?
Fe – Lu do mnie dzwoniła i mi o wszystkim powiedziała.
V – Dobra nie ważne chodźmy zająć się papierami.
Całkiem zapomniałam, że dzisiaj jest sobota. Jak co tydzień pewnie poszlibyśmy do klubu ale wczoraj była u nas nasza paczka więc dzisiaj sobie odpuścimy. Z resztą ja na pewno nie poszłabym dzisiaj do klubu bo tylko popsułabym wszystkim humor. Moja naburmuszona mina jak to określiła mama raczej odstraszałaby ludzi. Właśnie mama. Wyszła ze szpitala już wczoraj ale oczywiście nie raczyła zadzwonić. Stwierdziła, że mamy gości i nie będzie zawracała nam głowy. Dobrze, że dzisiaj zadzwonił tata i powiedział nam o jej powrocie. Postanowiłyśmy z Fran zaprosić ich na obiad. No i wtedy oczywiście padło pytanie ,,Znalazłaś sobie już kogoś?’’ Federico mało nie udusił się przy przełykaniu kurczaka. Francesca zareagowała szybko jak to ona i wyratowała mnie z opresji. Rodzice nie wiedzieli o moim związku z Leonem. To nawet lepiej dla mnie. Nie musze wysłuchiwać niepotrzebnych uwag na jego temat. Na obiedzie była też Ludmiła, która bardzo przypadła rodzicom do gustu. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Zazwyczaj rodzice nie lubią dziewczyn Fede. Ale to szczegół, mama wjechała nawet na temat małżeństwa i tym razem Federico mało co nie udusił się sokiem malinowym który pił. Fran zachichotała pod nosem. Teraz w czwórkę siedzimy przed telewizorem i oglądamy komedie, której udało się nawet mi poprawić humor.
V – Wiesz co Lu?
Lu – Hm?
V – Możesz się cieszyć, że ci dzisiaj jeszcze z wnukami nie wyskoczyli. – Fran parsknęła śmiechem na moje słowa a blondyna zachichotała.
F – No jak się nie przypilnujecie to możecie skończyć jak pan Verdas. – uhu zalazł jej za skórę. Nie musiała mi tego mówić a ja już to wiem. Fran ma czasami trochę sceptyczne podejście do ludzi którzy zrobią jej coś niemiłego. Teraz padło na NIEGO.
Fe – Bardzo śmieszne wiecie. – udał obrażonego mój brat. Chciałam się odezwać ale przerwał mi dzwonek do drzwi. – Ja otworzę – zerwał się z kanapy i popędził do drzwi. Teraz już nic mi nie przeszkodzi.
*Leon*
V – Wiecie co dziewczyny gdybym ja dowiedziała się, że jestem w ciąży z moi byłym, który już kogoś ma to wyjechałabym z miasta a najlepiej z kraju tak żeby nie spotkać go i nie usłyszeć pytania ,,To moje dziecko?’’ – zabolały mnie jej słowa. Przyjechałem przywieźć Ludmi jej rzeczy, które spakowała do walizek. Stwierdziła, że jeżeli moja już teraz dziewczyna jest w ciąży i ze mną zamieszka to ona nie będzie nam przeszkadzała. Byłem na korytarzu kiedy Violetta wypowiadała te słowa więc mnie nie widział. Federico poklepał mnie po plecach i szepnął ciche ,,Przejdzie jej’’. Nie zrozumiałem znaczenia tych słów. Przejdzie jej…. Odbijało mi się w głowie jak echo. Postanowiłem walizki i niezauważony przez płeć piękną wyszedłem z domu.
Fe – Na razie stary! Trzymaj się! – pożegnał się ze mną brat mojej miłości. Miłości? Nie! Mojej byłej dziewczyny. O tak to brzmi o wiele lepiej. Lepiej? Okropnie! Jestem głupi bije się z własnymi myślami, zaprzeczam sam sobie.
L – Na razie. – odpowiadam mu bez entuzjazmu. Wsiadam do mojego Opla i odpalam silnik. Nie wiem czy to było coś prawdziwego między mną a szatynką ale czuje tak jakby pustkę po niej. I znowu sobie zaprzeczam. Mogliśmy bardziej zabezpieczać się z Lynsey i byłbym też w szczęśliwym związku z szatynką. Nie myśl tak idioto! – krzyczy na mnie moja podświadomość – przecież powiedziała, ze cię kocha a czy Violetta to zrobiła? – dalej podświadomość. W sumie może ona ma rację. Ale jednak wydaje mi się, że każdy gest szatynki względem mnie był bardziej szczery niż mojej obecnej dziewczyny. Jesteś okropny Verdas. Jak możesz tak myśleć? Dobra koniec tego skup się na jeździe.
---------------- poniedziałek ---------------------------
*Violetta*
W ogóle nie mam ochoty iść dzisiaj na uczelnie. Czuję się jakbym miała zaraz zwymiotować. Chyba znowu będę chora tak jak miesiąc temu. Ubieram się.



Zaraz musimy wyjść z Fran z domu a ja nawet nie jestem pomalowana. Szybko pudruję twarz nawet nie używając fluidu. Nakładam maskarę na rzęsy i zbiegam na parter gdzie czeka na mnie gotowa Fran. Ona jak zawsze wygląda olśniewająco.



Dzisiaj mam najkrótsze zajęcia z całego tygodnia i cieszy mnie to pod dwoma względami. Pierwszy: nie będę długo musiała patrzeć na Leona, a druga nie najlepiej się dzisiaj czuję.

_________________________________________________________________
Buen dia amigas! Wiatm was w jakże tym pięknym dniu (czujecie ten sarkazm? ) No i mamy kolejny rozdział.Nie na zbyt długi ale napisałam go w jeden dzień (dzisiaj). No i koniec mamy silanki Violki i Leona. O tak pomyslicie sobie ja zła. Ale z tą ciążą to wyjdzie inaczej niż się spodziewacie. UPS! Napisałam za dużo. Tylko nie myślcie, że tą ciąże to wymyśliła sobie Lynsey. Ona jest w ciąży na 100%. Tylko nie wiecie co się wydarzy a ja wiem. Niedługo wszystko sie wyjaśni bądzcie cierpliwi. No i uprzedzę was, że mój pomysł jest nieco oklepany. Z resztą sami ocenicie.

A tak od tematu to pisałam dzisiaj test szóstoklasisty. Kto jeszcze? Teraz nie będą tak cisnąć w szkole więc blog będzie bardziej zadbany.

No i moi KOCHANI wybiło 500 Wyświetleń! Zaraz dodam waszą nagrodę czyli..... 30 FAKTÓW O MNIE
Trzymajcie się ciepło!

-----------------------------------------------------
//D
xxxxxxxx
  • awatar Gość: Dlaczego to zrobiłaś? Ja chcę Leonettę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Maxi – Ma
Camila – C
Naty – N
Broduey – B

Dzisiaj przychodzą do nas przyjaciele. Wszyscy poznają Leona i Ludmiłe. Razem z Fran przygotowałyśmy jedzenie a Fede oczywiście alkohol. Jakby na jednym spotkaniu nie można było kulturalnie posiedzieć przy stole i porozmawiać. Zawsze trzeba pić. Ubrałam się wygodnie ale efektownie.



Nie zakładałam wysokich butów do chodzenia po domu. Było by mi nie wygodnie. Jest godzina 19.28 wszyscy mają przyjść o 20.00. Rozglądam się przez okno i widzę podjeżdżającego Opla Insignie. Auto parkuje na podjeździe a z niego wychodzi mój chłopak. Szatyn jak zawsze wygląda nienagannie. Czarne spodnie a’la rurki a do tego koszula w kratkę. Wyciąga coś z bagażnika i kieruje się w stronę drzwi wejściowych. Robię to samo aby otworzyć mu drzwi.

L – Hej cukiereczku.
V – Hej. Cukiereczku?
L – Jesteś taka słodka jak cukierek.
V – Uznam to za komplement. – nic więcej nie mogę powiedzieć, ponieważ Leon składa na moich ustach pocałunek pełen uczucia. Wiem, że go kocham ale nie jestem pewna jego uczuć. Jesteśmy już prawie od tygodnia. Nie powiedział jeszcze ,, Kocham cię’’ ale to przyjdzie w swoim czasie, mam nadzieję.
F – Mhm. – słyszę odchrząknięcie – Nie jesteście sami. – Fran to ma wyczucie czasu.
Fe – Daj spokój jak wytrzymujesz moja niecenzuralne odgłosy to wytrzymasz i widok mojej całującej się siostry.
F – Ha ha prze zabawne. – mówi z ironią Fran.
V – Proszę was dzisiejszy wieczór ma być bez głupich docinek. Okey?
F – Okey.
V – Federico?
Fe – Okey. – bąka od nie chcenia. Muszą się zachowywać przy ludziach. W sumie to nasza paczka ale nie musimy wiecznie wysłuchiwać ich ripost, którymi sobie dokuczają. Czasami gorzej z nimi niż z dziećmi. Oczywiście nie jest tak, że się nienawidzą bo również są jak rodzeństwo i żyć bez siebie nie mogą ale oboje mają charakterek.
V – Mam nadzieję, że dzisiaj obędzie się bez bandaży Fede.
Fe – Spokojnie tym razem nie narozrabiam.
L – A co ostatnio zrobiłeś?
Fe – He he zabawna historia. Wiesz chciałem uderzyć pięścią w stół a uderzyłem o talerz i ten oczywiście się rozbił a ja pokaleczyłem rękę.
L – Serio? – Leon nie kryje swojego rozbawienia.
Fe – Ej nie śmiej się bolało jak cholera.
L – No dobra, spokojnie.
Wszyscy są już na miejscu siedzimy przy stole i prowadzimy rozmowę. Znaczy się my kobiety ją prowadzimy bo nasi panowie się już napili i krzyczą na pół miasta. Leon nie wypiła ani mililitra. Chyba ma dość po ostatnim weekendzie.
Ma – Zagrajmy w butelkę – proponuje Maxi
N – Maxi czy my mamy po piętnaście lat czy po dwadzieścia? – gasi go Natalia
Ma – Ale tak dawno nie graliśmy. No dawajcie. Kto jest za? – oczywiście wszyscy mężczyźni.
V – Okey, gramy ale na naszych zasadach.
M – Ja przystaję.
B – Ten to zawsze pod pantoflem. – chichocze Broduey
F – To nie prawda Marco po prostu jest wychowany! – no i pięknie podnieśli Fran ciśnienie.
Lu – To gramy czy nie? – sytuacje łagodzi blondynka.
Siedzimy na dywanie w salonie i czekamy na Fede aż przyniesie butelkę. Ten to zawsze musi się ociągać. Ogólnie to wszyscy polubili Leosia i Lu. Zauważyłam, że Naty złapała z nią wspólny język i mogą zostać przyjaciółkami. O! Federico wrócił nareszcie z tej kuchni.
Fe – No to gramy.
C – Ale gramy na prawda czy wyzwanie jasne?
Ma – No dobra.
Pierwsza zakręciła Camila wypadło na Marco.
C – Prawda czy wyzwanie?
M – Wyzwanie – no jakże by inaczej facet i prawda. Pff
C – Zaśpiewaj Fran piosenkę.
M – Żaden problem. To dla ciebie Fran.
- Hoy contigo estoy mejor, si todo sale mal
Lo puedo encaminar y estar mejor
Me puedes escuchar y decir no, no, no

Hoy se lo que debo hacer y nunca más
Regresara el dolor, oh oh oh oh
Si no lo puedo ver, enséñame

Pienso que las cosas suceden
Y el porqué solo está en mi mente
Siento que sola no lo puedo ver hoy, hoy, hoy…
Ahora se, todo es diferente,
Veo que nada nos detiene
Yo lo sé, mi mejor amiga eres tú

Se que te puedo llamar, para estar junto a mi
Yo se que tu vendrás, y lo mejor...
Me sabes escuchar, para darme valor...

Marco zaśpiewał Fran ,,Junto a ti’’ piosenkę, którą napisałyśmy kiedyś razem. Teraz kręci Marco wypadło na Broduey’a.
M – Prawda czy wyzwanie?
B – Prawda bo nie chce mi się skakać z dachu.
M – Dobra w takim razie kiedy planujecie dzieci?
C – A tobie co się tak spieszy żeby zostać wujkiem? – odgryzła się Cami
M – No co wybrał prawdę. – bronił się Marco.
B – No to my jeszcze nie wiemy.
Dalej już słyszałam przez mgłę. Jestem zmęczona rano uczelnia po południu firma a później impreza to zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień i na mnie. Czuję jak ktoś mnie podnosi i wchodzi po schodach a tym ktosiem jest mój ukochany.
V – Leoś to ty? – mruczę pod nosem
L – A któż inny?
V – Zostaniesz na noc? – mówię to zaspanym głosem – Późno już.
L – Zostanę.
Budzą mnie promienie słońca, które wpadają do mojej sypialni przez okno. Obok mnie leży Leon i obejmuje mnie w tali. Obracam się w jego stronę i widzę, że nie śpi.
L – Dzień dobry księżniczko.
V – Dzień dobry i chyba śpiąca księżniczko.
L – Wcale nie spałaś długo jest dopiero – zerka na zegarek – 8.53 a wczoraj poszłaś spać po dwunastej po bardzo męczącym dniu.
V – No był na maksa męczący. Muszę jeszcze ogarnąć parę rzeczy w firmie i już tak nie powinno być.
L – Dużo ci jeszcze tego zostało?
V – Może jakieś pięć segregatorów.
L – Pomogę ci z tym. Nawet dzisiaj jeśli chcesz.
V – Oh jak był byś tak dobry. – uśmiecham się do niego zalotnie.
L – No jasne. – mówi po czym całuje mnie w usta, a ja z chęcią oddaje pocałunek i tak zaczynamy się całować. Bardzo namiętnie i uczuciem tak, że po moim ciele przebiega miły dreszcz a w brzuchu czuje motylki. Nigdy nie doznałam takiego uczucia a jest tak bardzo przyjemne, że nie chcę przerywać ale ja nie muszę robi to telefon szatyna.
L – Halo? …….. Tak…….Dobra zaraz będę…………No pa.
V – Co jest?
L – Muszę jechać do mieszkania będę za jakąś godzinkę a jak nie to zadzwonię albo napiszę.
V – Okey nie ma sprawy.
L – Pa cukiereczku! – całuje mnie w usta
V – Pa!

Minęły już dwie godziny a Leon nie napisał ani nie zadzwonił. Może wypadło mu cos ważnego w firmie. Gotuje właśnie obiad żeby później mieć spokój. Francesca sprząta po wczorajszej imprezie a Ludmiła jej pomaga. Mój kochany braciszek jeszcze śpi ale to nawet lepiej bo nie chodzi po domu i nie marudzi, że go ,,kac’’ męczy. O właśnie dostałam SMS to pewnie Leon.

Od Leoś<3
Violu możemy spotkać się w parku przecznicę od Ciebie?
Leon
Do Leoś<3
Tak możemy a o której?
Vilu
Od Leoś<3
Dasz radę za pół godziny?
Leon
Do Leoś<3
Nie ma sprawy. <3 xxx
Vilu

Leon już nic więcej nie napisał wiec poszłam przebrać się z dresu. Wyszłam z domu i kieruję się w stronę parku. Na ławce siedzi Leon. Jest jakiś taki przygaszony i smutny. Ciekawe co się stało.

V – Hej Leon.
L – Hej Viola. Muszę powiedzieć ci coś ważnego…….

_________________________________________________________________
No i mamy siódemke! Ciekawe co Leon powie Vilu? Ja wiem a wy nie Mu ha ha ! Tak wiem okropna ja. Dobra powiem, że to nie będzie coś miłego i możeecie spodziewać się najgorszego. Ha ha ha! Okropna jestem wiem! Niedługo następna część Os'a.
Pamiętacie 500 wyświetleń 30 faktów o mnie

----------------------------------------------------
//D
xxxxxxxxxxxxx
  • awatar Gość: Jest super. Najgorszego błagam nie rozdzielaj ich. No chyba że tak trzeba. tak ty zła
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rozdział dedykuję pani z tego bloga ----> http://livworldtda11.pinger.pl/

M - Marco

*Violetta*
Czuje na twarzy promienie słońca i przy okazji ból głowy. No tak wczoraj byłam w klubie. Postanawiam otworzyć oczy wiec robię to i zamieram. Dokoła mojego łóżka leż porozwalane ciuchy a obok mnie śpi Leon. Patrzę pod kołdrę. Jestem naga. -No brawo Violetta przespałaś się ze swoim profesorem i przyjacielem zarazem- mówi mi moja podświadomość. Szybko ale i też delikatnie wstaję z łóżka chwytam szlafrok który leży na podłodze. Owijam się nim i podążam do garderoby. Dzisiaj niedziela trzeba się pozbierać do kościoła. Jestem już w moim królestwie – garderobie.



Szybko wybrałam zestaw w jakim pójdę do kościoła i ruszyłam do łazienki.



Jestem już gotowa zrobię na coś na śniadanie. Sprawdzę czy Leon jeszcze śpi. Zaglądam do pokoju i widzę jak słodko marszczy nosek. – Violka o czym ty myślisz – Nie mogę uwierzyć w to, że się z nim przespałam. Schodzę po schodach na dół. Stoję teraz w salonie i trzymam się za głowę. Muszę tutaj posprzątać zanim ktoś tu wróci. Tyle butelek to po ostatniej domówce tutaj było a wtedy to nie była nas dwójka tylko ósemka. Czy my tyle wypiliśmy czy tylko udawaliśmy. Nie mam bladego pojęcia. Spoglądam na zegarek wiszący na ścianie w salonie. Do pierwszej mszy mam tylko pół godziny a następna dopiero wieczorem. Chyba jednak pójdę na tą wieczorną już trudno. Muszę się teraz przebrać w coś luźniejszego ten strój zostawię na wieczór. Z powrotem idę po schodach na górę do mojej sypialni. Leon ciągle śpi ale to lepiej dla mnie. Przechodzę przez mój pokój do graniczącej z nim garderoby. Teraz mam już większy dylemat co na siebie włożę. Ostatecznie decyduję się na zwykłe czarne spodnie i biały t – shirt. Oczywiście niezdarna ja musze jak zawszę coś zrobić. Tym razem padło na karton z butami. Szturchnęłam go niechcący ręką i spadł na podłogę robiąc przy tym dużo hałasu. Odruchowo albo i nie zaczęłam mówić sama do siebie i do leżących butów.

V – Dlaczego ja muszę być taka niezdarna? Czy tylko ja na tym świecie mam dwie lewe ręce?
L – Chyba nie tylko ty. – kiedy wypowiedział te słowa, aż podskoczyłam.
V – Ale mnie wystraszyłeś. Obudziłam cię tym?
L – Nie. Spokojnie już się ubierałem i wtedy usłyszałem huk.
V – To dobrze. – czuję się trochę niezręcznie. Dlaczego? Przespałam się z nim i raczej mi się to nie wydaje.
L – Violetta ja wiem, że to głupio zabrzmi ale czy my ze sobą spaliśmy? – i co mam mu powiedzieć, że nic nie pamiętam po byłam piana w trzy dupy? Ostatecznie powiem mu, że tak i pamiętam to ale nie dokładnie.
V – Tak Leon. Najlepiej będzie jak o tym zapomnimy i wszystko wróci do normy.
L – Dlaczego mamy o tym zapominać? Violetta znamy się od tygodnia i wiem, że to głupie ale się w tobie zakochałem. – kiedy wypowiadał te słowa nogi się pode mną ugięły. Nie jestem pewna czy usłyszałam wszystko dobrze czy to jakaś ukryta kamera. Szatyn stojący przede mną nie jest mi obojętny. Rzuciła bym się na niego teraz ale wyjdę na idiotkę niech on zrobi pierwszy krok.
V – Leon to nie wyjdzie. Wiesz, że wiązanie się ze swoimi studentkami jest karalne i grozi nam usunięcie z Uniwersytetu.
L – Violetta wiem o tym doskonale. Posłuchaj mnie. Trochę więcej niż miesiąc temu rozstałem się z kobietą którą rzekomo kochałem, ale to było głupie zauroczenie. Ona mnie zostawiła i tyle po moim związku. Chcę związać się z kimś już tak na resztę życia i czuje że ta kobietą jesteś właśnie ty.
V – Leon proszę zro….. – Przerwał mi pocałunkiem. Oddałam go. Dałam ponieść się chwili. Nie powinnam z nim być ze względu na uczelnie, ale -No właśnie zawsze jest jakieś ale- moja głupia podświadomość. Czuję, że ten związek może być prawdziwy ale – I znowu ale – mam jej dość. Znaczy się podświadomości.
L – Proszę spróbujmy.
V – Tak.
L – Co?
V – Tak zgadzam się. – patrzy na mnie z uśmiechem a po chwili czuję jego miękkie usta. Jesteśmy razem od pięciu sekund a czuję się jakbyśmy byli razem cale życie. Stykami się czołami i stoimy w mojej garderobie. Nagle z dołu daje się słyszeć krzyk mojej przyjaciółki.
F – Niezła impreza była! Gdzie się podzialiście?!
V – Na górze już schodzimy! – schodzę z Leonem po schodach na dole stoi Fran z wielkim uśmiechem na twarzy. – Miałam to wcześniej posprzątać ale jakoś tak wyszło, że musiałam narobić jeszcze więcej szkód. Wiesz jak to na mnie przystało.
F – Aha. Czyli mam rozumieć, że wy sami wypiliście to wszystko?
L – No jakoś tak wyszło.
F – Jakoś tak? – nie może ukryć śmiechu. – No dobra a teraz do rzeczy. Wy jesteście razem? – do domu wchodzi Marco z siatką w której są zakupy. To pewnie na obiad.
V – No wiesz Fran.
F – To tak czy nie? Prosta odpowiedz.
V – Tak – to tak powiedziałam bardzo cicho.
F – Aaaaaaa! Ale się cieszę! – Rzuciła mi się na szyję. Zauważyłam, że Marco wyciąga z kieszeni pieniądze i daje Francesce a ona – Mówiłam ci a ty ,, Nie, nie ‘’
V – Mogę wiedzieć o co chodzi?
F – Założyłam się z Marco, że będziecie ze sobą. On oczywiście ,,Nie’’ a ja ,,Tak’’ no to postanowiliśmy się założyć.
V – Fran ty to masz pomysły. – czasami przeraża mnie swoimi pomysłami.
M – Robimy już ten obiad bo głodny jestem.
V – Ja jeszcze śniadania nie jadłam.
M – To co wy robicie od kiedy wstaliście?
L – No wiesz…
M – Albo lepiej nie odpowiadaj no bo co mogą robić dorośli ludzie? – Marco to ma pomysły. Dostał za to od Fran z łokcia w brzuch. – Mogłaś mnie tym zabić. – parskam śmiechem na te słowa
F – Jednego mniej na świecie.
M – Ha ha bardzo śmieszne.

-------- wieczór -----------

Wracam z kościoła. Myślę i to bardzo intensywnie. Nie wiem czy to co robię jest dobre czy nie. Leon zaprząta moje myśli przez cały dzień. Jeszcze do tego mama chce oddać mi i Fran firmę. Z tego powodu skaczę akurat do sufitu ale boje się o stan zdrowia mamy. Po tym wypadku nie ma w niej już tyle życia niż przedtem. Tego idioty jeszcze ni złapali a minęło już bite cztery dni. Jakbym mogła to dorwałabym go i rozerwała na strzępy.

F – Hej Viola będę jadła jajecznicę zjesz też?
V – Mogę zjeść dzięki.
F – Coś się stało jesteś dzisiaj jakaś przygaszona?
V – Jesteśmy teraz same więc mogę ci powiedzieć.
F – Jejku Violka już się boję.
V – A więc przespałam się z Leonem.
F – Co!? Jak do tego doszło? Nie martw się Viola! Ale czym masz się martwić przecież jesteście razem! No właśnie. Nie wiem co ja tu wymyślam. Nie słuchaj mnie głupoty gadam! – Fran mówiła jak katarynka.
V – Fran spokojnie. Jest tylko jeden problem byłam tak piana, że nic nie pamiętam.
F – Uuuu to już grubsza sprawa. A on coś pamięta?
V – Wychodzi na to, że nie.
F – W takim razie spokojnie on nie pamięta ty też więc nie ma się czym przejmować.
V – Może i masz rację.
F – Ja zawszę mam rację. – uśmiecha się i przytula mnie do siebie.
V – Kocham cię Fran.
F – Ja ciebie też kocham.

--------- poniedziałek ---------

Spaceruję po rozgrzanych piaskach plaży w Grecji. Obok mnie idzie Leon. Zatrzymujemy się szatyn patrzy w moje oczy po czym składa delikatny pocałunek na moich ustach. Kiedy kończy miłą pieszczotę wkłada rękę do kieszeni spodni. Klęka na jedno kolano i otwiera czerwone pudełeczko w kształcie serca w którym jest przepiękny pierścionek.
- Violetto nie jestem poetą ale moje bardzo cię kocham a…..
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje
Dlatego proszę cię wyjdź za mnie.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Stoję i płaczę. Płaczę ze szczęścia. Nie mogę w to uwierzyć nauczył się na pamięć Hymnu o miłości św. Pawła Apostoła. Bardzo dobrze wie jak bardzo lubię Pismo Święte.
- Tak – szepcze ledwo słyszalnie.

Mój wspaniały sen przerywa mi budzik. UGH! Roztrzaskałabym go o podłogę ale wtedy będę musiała kupić nowy. Wkładam kapcie, puchowy szlafrok i kieruje się do łazienki. Po wykonaniu porannych czynności idę do garderoby wybieram strój na dzisiaj.



Zostawiam go na łóżku po czym schodzę na śniadanie. W kuchni siedzi już Fran i zasypuje nam kawę zbożową.
V – Hej.
F – Hej.
V – Co dzisiaj jemy?
F – Mi możesz zrobić muslii z mlekiem.
V – To dobry pomysł.
Ubrana schodzę na dół do przed pokoju gdzie stoi gotowa Fran.



F – Ta nasza telepatia mnie przeraża. – śmieje się Włoszka oglądając mój strój od góry do dołu.
V – No widzisz jednak jesteśmy sobie przeznaczone. – również się śmieje.

-------- uczelnia ---------

L – Castillo!
V – Eeee Tak? – jestem dzisiaj rozkojarzona.
L – Nie fruwaj w krainie waty cukrowej tylko słuchaj wykładu!
V – Przecież słucham!
L – Jak jednorożce śpiewają?
V – W tym siódmym rzędzie niezbyt dobrze słychać.
L – Dobra skończmy tą bezsensowną wymianę zdań.
V – To pan ją zaczał.
L – I ja ją kończę.
Moje dalsze męczarnie przerwał dzwonek na przerwę.
L – Castillo zostaniesz po lekcji!
V – Przecież nic dzisiaj nie zrobiłam!
L – No właśnie. Jestem ciekawy jakie masz notatki sporo nic nie robiłaś.
V – Nie o to mi chodziło no.
L – Nie marudź!
Wszyscy wyszli z Sali zostałam sama z Leonem.
L – Co robisz dzisiaj po zajęciach?
V – Zapewne zajmę się formalnościami związanymi z przejęciem firmy i lekcjami.
L – Mogę do ciebie wpaść i ci pomóc.
V – Znaczy się mi i Fran bo firma spada też na nią.
L – W takim razie wpadnę. Wiesz pocałowałbym cię ale uczelnia to chyba nie najlepsze miejsce.
V – Wiesz jest już po zajęciach. – mrugam do niego zalotnie. Nie muszę czekać długo a dostałam całusa w usta.
L – Więcej w domu.
V – No ja lecę bo Fran zaraz jajko zniesie w samochodzie.
L – Pa!
V – Pa!

Jedziemy z Fran do domu. Rozmawiamy o wielu rzeczach jak to przyjaciółki. W sumie fran nie jest dla mnie tylko zwykłą przyjaciółką ona jest dla mnie jak siostra.
V – Wiesz Fran miałam dzisiaj piękny sen.
F – O czym był?
V – Wiesz zaskoczę cię był o tym, że Leon mi się oświadczył wyglądało to tak, że (….)
F – No nieźle Viola jesteście ze sobą od wczoraj a ty już snujesz fantazję o zaręczynach.
V – Jak myślisz to dobrze czy źle?
F – Wiesz chyba raczej dobrze to znaczy, że jesteś w nim zakochana.
V – Może i masz rację Fran.
F – Ja zawsze mam rację.
V – Kocham.
F – Ja też.

Cieszę się, że mam taką przyjaciółkę mogę jej powiedzieć wszystko. Tak samo jak Fede. On jest moim bratem a zarazem przyjacielem. Mam ich dwójkę i są dla mnie najważniejsi nie zapominając o reszcie naszej paczki. Oni nie poznali jeszcze Leona i Ludmiły dlatego w piątek mamy zamiar zrobić małe party w domu zamiast iść do klubu. Mam nadzieję, że wszyscy się polubią.

__________________________________________________________________

Rozdział do tej pory najdłuższy jaki napisałam. Jest on o wszystkim i niczym czyli typowo ,,dominikowy'' no bo jakże Dominika mogłab by pisać coś z sensem. Lubię mówić bez sensu albo nie na temat więc i tak też piszę. Jeżeli zauważycie jakieś błedy to znaczy, że ich nie wyłapałam. Przepraszam za nie.
Jak myślicie czy V i Leoś będą długo razem? Czy ta ich sielanka potrwa długo? Otórz nic wam nie powiem bo nie będzie niespodzianki.
Jeszcze jedna chyba dość przyjemna informacja a mianowicie kiedy stuknie mi 500 wyświetleń to napiszę wam 30 faktów o mnie. W ten sposób lepiej mnie poznacie. Dobra kończe tą notatkę bo się rozpisałam.

-------------------------------------------------------
//D
xxxxxxxx
  • awatar Historie Leonetty: @gość: Postaram się jeszcze w tym tygodniu.
  • awatar Gość: Dodrze piszesz. Podoba mi się. A kiedy następna część os?
  • awatar The Passion of the Stars: Supeer i :Przepraszam za spam ale zapraszam cie na moj konkurs ! Naprawde bardzo warto brać udział są atrakcyjne nagrody do wygrania są nawet 3 miejsca... Jeszcze raz przepraszam za spam xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej! W tym poście odpowiem na pytania z nominacji. Nominowala mnie naprawdę wspaniała blogerka z tego bloga ----------> http://livworldtda11.pinger.pl/ DZiękuje ci kochana. Twoje komentarze mnie naprawdę motywują i na dodatek ta nominacja .
Dobra wystarczy mojej paplaniny teraz pytanka

1.Disney Channel vs. Nickelodeon
- Disney Channel
2. Ariana Grande vs. Victoria Justice
- No ba, że Ariana
3. Piątek vs. Sobota
- W sumie to nie wiem. Chyba piątek.
4. Impreza vs. Piżama party
- To zależy. Lubię i to i to.
5. Śpiew vs. Taniec
- Taniec to moje drugie życie, że tak powiem oderwanie od rzeczywistości. PS.Nie umiem śpiewać
6. Twoja ulubiona piosenka
- Zmienia się dość często. Obecnie ciągle słucham ,,Love me harder'' - Ariana Grande i ,,Underneath it all'' - Martina Stoessel (Violetta)
7. Twoja ulubiona aktorka
- Martina Stoessel , Lodovica Comello i Mercedes Lambre
8. Twoja ulubiona piosenkarka
- Ariana Grande i Lodo Comello no i Tini jak już nagra swoją płytę
9. Twój ulubiony serial
- Violetta, którą i tak oglądam w internecie.

To już wszystkie pytania. Przepraszam, że tak późno ale mam jeszcze szkołę i zależy mi na ocenach. Rozdział powinien pojawić się niedługo a teraz blogi które nominuje:
- http://livworldtda11.pinger.pl/
- http://para.siempree.pinger.pl/
- http://tinista123456.pinger.pl/

Pytania odemnie:
1. Twoje imię
2. Ulubiona potrawa
3. Ulubiony aktor/aktorka
4. Leon vs. Federico
5. Malujesz pisanki na święta?
6. Dlaczego czytasz mojego bloga? (jeśli czytasz )
7. Twoje motto życiowe
8. Co byś zrobiła jeśli stanęła byś twarzą w twarz z idolem?
9. Opisz siebie w czterech słowach
10. Masz jakieś plany na przyszłość?

Oto pytanka a raczej zagadnienia odemnie. Myslę, że zobaczę na nie odpowiedzi.

___________________________________________________________________
//D
 

 
Hej skarbeczki! Myśleliście że może będzie rozdział a ja daję OS? No więc rozdział powinien pojawić sie jeszcze dzisiaj a ten OS to nagroda dla was, że nabiliście 300 odwiedzin. Teraz jest ich już 310.

Co do One shot' a będzie miał kilka części. Jakoś tak mnie natchnęło i napisałam coś innego niż zwykle.

_____________________________________________________________________________

Ona – Córka milionera. Mieszka w Nowym Jorku razem z rodziną i przyjaciółką Francescą. Pomaga ojcu w prowadzeniu firmy w miedzy czasie nagrywa płytę. Jest również agentką CSI. W rodzinie nikt o tym niewie. Jedyną osobą wtajemniczoną we wszystko jest Włoszka. Która również dla nich pracuje.

On – Właściciel prestiżowej firmy inżynierskiej VerdasInteshional . Od roku rywalizuje z firmą Castillo Corporation. Jego hobby to śpiew. Kto by się spodziewał co nie? Ma najlepszego przyjaciela, którym jest syn jego konkurencji. Jeżeli chce osiągnąć swój cel normalnie idzie po trupach.
_______________________________________________________________________
Wprowadzenie jest a więc teraz rozwinięcie akcji.
_______________________________________________________________________

_Leon_

- Popieprzyło cię?!
- Ej nie przeginaj!
- Stary jesteśmy kumplami ale do tego się nie posunę.
- Przecież nic jej nie będzie. Trochę ją postraszymy, zażądam okupu i tyle.
- Ale jak się dowie to mnie znienawidzi. To moja siostra!
- Federico ja ciebie rozumiem ale ona nie będzie wiedziała, że mi pomagałeś.
- Dobra Leon pomogę ci ale dopiero po tym jak ją poznasz.
- Gdzie mam ją poznać?
- W sobotę jest bal charytatywny i oboje tam będziemy. Wiesz będą licytować obrazy i takie duperele
- Dobra przyjdę. Tylko wytłumacz mi po co mam ją poznawać? Nie rozumiem twojego fenomenu.
- Może jak ją poznasz i zobaczysz jaka jest krucha i bezbronna to odpuścisz.
- Wiesz, że nie należę do tego typy ludzi. Jeszcze zaciągnął bym ją do łóżka.
- A później zostawił?
- Dokładnie.
- Oj Leon. – westchnął zawiedziony.

____________________________________________________________________

_Violetta_

Idę dzisiaj na bal charytatywny z Fede, Ludmi i Fran. Muszę zacząć się zbierać bo zaraz nie zdążę. Weszłam do łazienki ściągnęłam z siebie szlafroki naga weszłam do kabiny prysznicowej. Namydliłam ciało żelem i go spłukałam. Wyszłam z kabiny owinęłam ciało ręcznikiem i podreptałam do swojej sypialni. Po drodze minęłam Fran, która miała już gotową fryzurę. Wygląda jak zawsze nieskazitelnie. Zrobię jeszcze jasny makijaż z czarną kreską i ułożę włosy. Na sam koniec zestaw wybrany specjalnie na tę okazję. Razem z Fran wybrałyśmy bardzo odważne zestawy aby przykuć uwagę wszystkich zebranych. Ciemny makijaż podkreśla jej oczy i świetnie komponuje się z jej kruczo – czarnymi włosami. Obcisła prosta sukienka do połowy uda. Buty na bardzo wysokim obcasie z platformą i zabawnym futerkiem z przodu dodają temu stroju dziewczęcego uroku. . Moja przyjaciółka na sam koniec wygląda tak, że wszyscy faceci będą biegać za nią przez całą imprezę. Na sam koniec torebka od Michale Kors’ a. Szkoda tylko, że żaden nie będzie mógł jej tknąć bo Diego raczej na to nie pozwoli.



Mój efekt końcowy również jest pożądany. Krótka rozkloszowana u dołu sukienka z dekoltem w serek. Do tego czarne szpilki z czerwoną podeszwą od Christiana La, torebka dobrana do kolory sukienki od Michaela Kors’ a na szyję złoty naszyjnik. Zrobiłam jeszcze delikatny makijaż ale dodałam mu wyrazistości poprzez czarną kreskę.



______________________________________________________________________

_Leon_
Jestem już z Federiciem na tej imprezie charytatywnej. Właśnie otwierają się drzwi i do Sali wchodzą dwie kobiety. Skądś znam te twarze ale nie wiem z kąt. Ta w żółtej sukience jest tak bardzo pociągająca a jej towarzyszka w różowej tak bardzo seksowna. Jak bym mógł wziął bym ją tu i teraz. Dobra Verdas skup się trzeba znaleźć Federico i poznać tą jego Violettkę.
Stoi w rogu Sali ze swoją narzeczoną.
- Hej Ludmiła. Fede gdzie ta twoja siostra?
- Nie wiem chyba jeszcze nie przyszła.
- Widziałeś jakie niezłe dupy przyszły?
- Gdzie te twoje ,, niezłe dupy’’? – wywraca oczami. Wskazuje mu te dwie kobiety. Nie wiem jak mógł ich nie zauważyć.
- Przecież to moja siostra i jej przyjaciółka Fran.
- To one? – jestem nieco zdziwiony. Wyobrażałem sobie ją jako grzeczną córeczkę tatusia, która nosi, że tak powiem stosowne kreację. – Myślałem, że twoja siostra nosi bardziej, że tak powiem stosowne kreację.
- Violetta? Chyba śmieszny jesteś! – parska śmiechem mój kumpel – Chodźcie do nich.
Podchodzimy do nich a Fede przedstawia nas sobie.
- Violetta to jest Leon Verdas mój przyjaciel.
- Miło mi. Twój przyjaciel a taty nieprzyjaciel.
- Violka wiesz co o tym myślę.
- Ale ja myślę to samo braciszku.
- Dobra koniec. Leon a to jest Francesca.
- Dla znajomych Fran – wyciąga do mnie przyjaźnie rękę a ja ją ujmuję i całuję jej wierzch.
- Nie umówi się z tobą. Co nie Fran?
- A to niby dlaczego? – patrzę na niego z głupkowatą miną.
- Bo mam chłopaka. – chichocze dziewczyna
- W takim razie odpuszczam.- unoszę ręce w geście obronnym
- A no właśnie. Diego będzie? – odzywa się szatynka
- Powinien zaraz przyjść. O zobacz właśnie idzie.

_____________________________________________________________________

_Violetta_
Kiedy weszłyśmy na salę wzrok wszystkich zwrócił się na nas tak jak tego oczekiwałyśmy. Nie żebyśmy były jakieś zadufane w sobie ale lubimy wyróżniać się z tłumu. Najbardziej zaciekawił mnie pewien szatyn. Znam skądś tę twarz. Chwila to przecież Verdas we własnej osobie.
Wszyscy nasi znajomi już są. Wzrok Leona ciągle jest utkwiony we mnie. Zapewne gdyby jego wzrok mógł rozbierać to stała bym tu naga. Licytacje się już skończyły. Teraz bankiet wolne tańce i do domu. Podchodzi do mnie szatyn.
- Mogę prosić do tańca?
- Owszem.
Tańczymy z Leonem może już od dziesięciu mninut a on nawet ani razu nie wjechałna temat firmy taty. Rozmawiamy o wielu rzeczach. Jego oczy są jak dwa szmaragdy.
- Mogę zadać ci jedno pytanie?
- Mów słucham.
- Ale nie obrazisz się?
- Nie obrażę.
- No więc rozmawiamy od dłuższego czasu.
- Iii?
- No wiesz myślałam, że może będziesz pytać o firmę a tu ani słówka.
- Widzisz księżniczko mam swój honor.
- I ten twój honor ci na to nie pozwala?
- Dokładnie księżniczko. – dlaczego księżniczka? Nie lubie jak ktoś tak do mnie mówi.
- Księżniczko? Nie lubię jak ktoś tak do mnie mówi.
- A kto tak do ciebie mówi oprócz mnie?
- Feduś i tata.
- Feduś? – śmieje się szatyn
- No tak. Fede to mój brat.
- Wiem to.

_______________________________________________________________

Dzisiaj mam dzień wolny w firmie ale za to w agencji mają coś dla mnie i Fran. Wchodzimy właśnie do budynku tylnim wejściem. Jesteśmy już w hall ‘ u i kierujemy się do windy.
- Jak myślisz co tym razem? – pyta Włoszka
- Na pewno znowu ktoś z mafii albo może mamy kogoś przypilnować.
- Pewnie tak. A może powiesz mi czy pan Verads do ciebie dzwonił?
- Nie dzwonił. To typ mężczyzny, który uwodzi i zabawia się a później zostawia.
- Szybko go rozgryzłaś. Ale jak to się mówi lata praktyki.
- Dokładnie – przytakuje jej z uśmiechem.

Wchodzimy do biura Jeffa. Siedzi przy biurku i przegląda papiery nie wiem co to za sprawa muszę przyznać, że ciekawość jest u mnie duża ale czuję też strach no bo kto go nie odczuwa?
- Hej Jeff co dla nas masz?
- Cześć dziewczyny! Nie wiem czy słyszałyście ale od dwóch dni po ulicach jeździ czarne Audii z żółtymi paskami. Jest jeden problem, że na terenie Nowego Jorku takiego nie znajdziemy tak jakby po każdej nocy zapadało się pod ziemię. No i jeszcze jedno nigdy nie jeździ zatłoczonymi ulicami tylko tymi na których nie ma w nocy samochodów i ludzi. Kiedy zaś napotkają kogoś to szczelają do tego przechodnia.
- Ktoś już poniósł obrażenia?
- Jeszcze nie Francesco. Najlepiej będzie jak zaczniecie już dzisiaj. Wiem jeszcze, że swoje nocne polowania zaczynają niedaleko firmy SONY. Nie wnikam jaki sposób zdemaskowania ich i złapania zastosujecie bo wiem, że i tak zrobicie to najlepiej.
- Dzięki. Zaczniemy dziś w nocy prawda Fran?
- Tak jak zawsze. Już czuję tą adrenalinę. – uśmiecha się moja przyjaciółka. Nie tylko ona czuje adrenalinę ja też.


__________________________________________________________________

Muszę wam powiedzieć, że pomysł z tym Audii wziął się z mojego snu. Bardzo chorego snu. No i jakoś tak wyszło, że zrobiłam z tego One Shot' a. Zpraszam do komentowania i do następnego.

--------------------------------------------------------------------
//D
xxxxxxxxx
  • awatar Gość: Kiedy następna część? Błagam oby szybko. Jest naprawdę boski.
  • awatar Todo el resto no cuenta~ Lodovica ♥: To jest cudowne.! Kurde, wciągnęło mnie :* Mam nadzieję, że będzie kolejna część :)
  • awatar иυєѕтяσ мυи∂σ~νισℓєттα.♥: Super, a te wulgaryzmy dodały emocji (nie wiem jak nazwać) ale dzięki nim lepiej sie czyta, tylko mogłabyś je jakoś inaczej pokazywać np. k*&%a bo tu czytają nie koniecznie duże dzieci :) ~Isabela.♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jest rozdział! Umęczony także szkoda gadać.
No ale czytajcie i oceniajcie!

*Violetta*
W drzwiach zobaczyłam…. LEONA?
L – Hej. Przepraszam, że tak późno ale zostawiłaś w klubie torebkę i ci ją przywiozłem.
V – Dziękuje. Może wejdziesz? Chciałeś ze mną porozmawiać.
L – Chciałem ale ty nie chciałaś.
V – Wiesz to nie było miejsce i czas.
L – Może i masz rację. To co teraz porozmawiamy?
V – Tak. Wejdź do środka.
L – Dzięki.
V – To o czym chciałeś rozmawiać? – zapytałam kiedy siadaliśmy na sofie w moim salonie.
L –Wiesz nie chcę żeby było tak między nami.
V – Tak czyli?
L – Sama dobrze wiesz jak jest na zajęciach.
V – Jest tak dlatego, że ciągle masz do mnie jakieś wąty. Nie mam dziewiętnastu lat!
L – Violetta spokojnie. Wiem, że jesteście z Fran starsze ale to nie oznacza, że możecie robić co wam się żywnie podoba.
V – Ha! My robimy co nam się żywnie podoba? Chyba jesteś śmieszny!
L – Violetta nie przyjechałem się kłócić tylko rozmawiać. – kiedy wypowiadał te słowa wstałam z sofy, chciałam iść na górę do mojego pokoju. Niestety uniemożliwił mi to On łapiąc mnie za nadgarstek i przyciągając do siebie. Niefortunnie ląduje na jego kolanach.
V – My nie umiemy ze sobą rozmawiać. Ciągle się tylko kłócimy.
L –To może pora to zmienić?
V – Jak chcesz to zmienić?
L – Mam wiele pomysłów a jeden z nich polega na…. – nie odpowiedział a ja nawet nie zdążyłam zapytać, ponieważ pocałował mnie bardzo namiętnie. Jestem tak oszołomiona, że nie wiem co mam zrobić. Nie oddaje pocałunku. Kiedy już się ode mnie oderwał zapytałam.
V – To był jeden ze sposobów na zakończenie sporów między nami? – szepnęłam
L – Nie to był sposób na wyznanie Tobie miłości. – również szepnął. Ta odpowiedź mnie zaszokowała. Popatrzyłam mu w oczy i w nich utonęłam .
V – Miłości? – zapytałam szeptem.
L – Owszem. Wiesz nie mogłem tego dłużej ukrywać.
V – Ale to nie wyjdzie Leon. Prędzej czy później ktoś nas nakryje i oboje wylecimy z uniwersytetu. I nawet nie pomoże nam fakt, że Angie to moja ciocia.
L – Angie to twoja ciocia?!
V – UPS…. – no to teraz wpadłam – Ciocia, powiedziałam ciocia? Nie wydawało ci się powiedziałam eee… yyyyy…… aaa….. – w sumie w ten sposób wybrnęła z niezręcznego tematu miłości a webrnęłam w temat mojej rodziny.
L – Nie tłumacz się Violetto. Mogłem się wcześniej domyślić.
V – Jesteś na mnie zły?
L – Nie a powinienem?
V – Raczej nie.
L – No właśnie. Może coś wypijemy? W klubie wypiłaś tylko dwa słabe drinki.
V – W sumie to czemu nie? Jestem już w domu więc nie będzie przypału. To co pijemy?
L – A co proponujesz? Albo co masz?
V – Wiesz ja się tam nie znam. Nie wiem co mamy a czego nie. – mówiłam kierując się do barku – to działka Fede.
L – Kochasz go? – spojrzałam na niego dziwnie – No Federico.
V – Aha. Tak kocham go to mój braciszek. Zawsze mi pomaga. Zbiera mnie do kupy kiedy mam doła.
L – A Francesca? Zauważyłem, że wszystko robicie razem.
V – Tak jesteśmy z Fran jak siostry. Znamy się od dziesiątego roku życia. I masz rację wszystko robimy razem. Jemy, gotujemy, uczymy się, marzymy, sprzątamy, robimy zakupy - zaczęłam wyliczać.
L – A spicie też razem? – zaśmiał się
V – Tak ale bez skojarzeń.
L – Spokojnie wiem przecież. Ona ma chłopaka więc nie masz szans – dalej się śmiał. Rzuciłam w niego poduszką. – Ej za co to?
V – Domyśl się.
L – No dobra żartowałem.
V – Przecież wiem. – posłałam mu uśmiech – Ale tak do rzeczy to Marco naprawdę kocha Fran. Są tacy szczęśliwi. Jak na nich patrzę to cieplej mi się robi na sercu. Jeszcze niedawno te zaręczyny.
L – Są zaręczeni?
V – Tak od dwóch miesięcy.
L – I nie mieszkają ze sobą?
V – Nie. Fran nie ma zamiaru się przeprowadzać.
L – Ale dlaczego?
V – Czemu ty jesteś taki dociekliwy?
L – Taki już jestem z natury.
V – Dobra powiem ci ale japa na kłódkę. Jasne? Wie o tym tylko Fede i zaraz dowiesz się ty bo powiedzmy, że jesteśmy przyjaciółmi.
L – Jesteśmy przyjaciółmi? – pokiwałam głową na tak – Fajnie – odpowiedział smutny. On mi tu przed chwilą miłości a ja wyjeżdżam mu z przyjaciółmi. – No dobra to mów o tej tajemnicy - poruszył zabawnie brwiami.
V – A więc kiedy miałyśmy z Fran po piętnaście lat, rzucił ją chłopak. Byłam strasznie zła bo zrobił to przez sms’ a. Długo wymyślałam zemstę i nagle mnie olśniło. Napisałyśmy z Fran list miłosny do jego najlepszego przyjaciela, Fran podpisała się inicjałami. Następnego dnia w szkole wrzuciłyśmy go do szafki tego chłopaka, który z nią zerwał. – zrobiłam małą przerwę żeby zrobić łyk alkoholu.
L – Czym do tego zmierzasz?
V – No i on wtedy zrobił się zazdrosny chociaż Fran nie była już jego dziewczyną. Miałyśmy wtedy wyobrażenie, że każdy chłopak taki jest. Byłyśmy zbuntowanymi nastolatkami z nadzieją, że kiedyś spotkamy swojego księcia z bajki. No i jakoś może tak z tydzień po tym wszystkim Fran poznała Marco. Zakochała się w nim beż pamięci. Była nieco uczulona kiedy dostawała od niego sms’ y więc ja je czytałam. No i pewnego dnia wpadłyśmy na genialny pomysł. Wymyśliłyśmy przysięgę, że do póki obie nie będziemy miały kogoś to nie zostawimy się.
L – I wy tak dotrzymujecie tej obietnicy?
V – No wiesz obietnica to obietnica. Chociaż ja jej ciągle powtarzam żeby z nim zamieszkała a ta krzyczy na mnie ,, Violka nie denerwuj mnie! ‘’.
L – Dobra przyjaciółka.

Siedzimy z Leonem i pijemy wino. Przed chwilą wypiliśmy Fede wszystkie piwo. Nie miał tego dużo. Cztery butelki podzielić na dwoje to dwie więc szału nie ma. Jest już dwudziesta-czwarta. Leon siedzi już u mnie dobrą godzinę. Śmiejemy się z byle czego. Jesteśmy już trochę podchmieleni <czytaj. Bardzo piani> . Nagle dzwoni telefon mojego towarzysza.
L – Ja pierdziele kto dzwoni o tej godzinie? – chichoczę jak durna na jego słowa.
V – Ej daj na głośno mówiący.

------ rozmowa telefoniczna --------
L: Halo?
Lu : Leon jesteś u nas w mieszkaniu?
L: Nie jestem u Violetty.
V: Hej – dalej chichoczę jak durna
Lu: A masz zamiar wracać na noc?
V: Naprawdę możesz mi uwierzyć, że nie ma po co.
Lu: Ale na pewno?
L: Tak na 100%.
V: Tylko łóżka nie połamcie!
Lu: Spoko pa!
L i V: Pa!

Spojrzeliśmy z Leonem na siebie i zaczęliśmy się głośno śmiać. Tak mi dobrze w jego towarzystwie. Kiedy już się uspokoiliśmy szatyn spojrzał na mnie z iskierkami w oczach. Przybliżył się do mnie i pocałował. Oddawałam każdy jego pocałunek. Szatyn przeniósł się na moją szyję a ja cicho pomrukiwałam. ( UWAGA! VIOLETTA I LEON SĄ PIANI I NIE MAJĄ PEŁNEJ ŚWIADOMOŚCI CO ROBIĄ) Leon zaczął błądzić rękami po moich plecach. Tak bardzo go teraz pragnę. Nagle ściąga moją koszulkę od piżamy. Nie spodziewałam się tego. Nie chcę pozostać mu dłużna i zaczynam rozpinać guziczki jego koszuli. Oplotłam go w pasie nogami a ten wziął mnie na ręce i zaniósł do mojej sypialni na górze. Leżąc na łóżku pozbywaliśmy się reszty naszej garderoby.

-------------------------------------------------------------
Oddaje wam rozdział V. Podchodziłam do niego jakieś cztery razy. Nie mam weny tak jak na ostatnie. To opowiadanie będzie miało jakieś dwadzieścia rozdziałów i epilog. Później przyjde z typowo sielankowym opowiadaniem albo mniej zobaczę. Mam nadzieję że tym którzy czytają na prawdę się podoba. Przypominam jeszcze o konkursie na OS. Mam na razie jedną pracę.
Buziaczki Dominika

//D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej! To znowu ja! Co tam u was mordeczki moje? Mi się już ferie skończyły a właściwie kończą się jutro.

A więc do sedna!
-
-
-
Mam dla was.....
-
-
-
KONKURS NA ONE SHOT' A!

Zasady:
1. Piszecie opowiadanie o dowolnej parze z serialu. Oprócz Leonary i Dieletty.
2. Opowiadanie nie może być plagiatem.
3. Może to byś jakieś wasze stare opowiadanie, które już jest na waszym blogu.
4. Prace wysyłacie na mojego e-mail' a : domkaxd@onet.pl macie go również w moim profilu.
5. W e-mail' u podajecie nazwę bloga (jeśli posiadacie), swoje imię lub nick (jakim chcecie lub jakim się podpisujecie).
6. Opowiadanie może zawierać obrazki.
7. W razie problemu piszcie do mnie na e-mail' a lub w wiadomościach prywatnych.
8. W e-mail' u musi być wyrażona zgoda na publikację lub jej brak, ale wszystko musi być napisane np.
- wyrażam zgodę na opublikowanie mojego opowiadania
lub
- nie wyrażam zgody na publikację mojego opowiadania

Co do nagród to niespodzianka!
To by było na tyle. Kocham Was i do następnego.

------------------------------------------------------------------
//D
xxxxxxxx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hejoł!
D - oznacza w dialogach Daniela

Przypominam wam jeszcze że jeżeli jesteś tu pierwszy raz to czytaj moje opowiadnie od rozdziału pierwszego. Czytanie od środka nie ma sensu. Rozdział pierwszy szybko możesz znaleść w archiwum bloga.


*Leon*
Nie powiem propozycja Violetty trochę mnie zdziwiła. Na uczelni mnie nienawidzi.
L – Dobra to może wyjaśnijmy sobie o co tu chodzi. – mówiłem siadając przy stole w kuchni. Widziałem jak po salonie chodzi Francesca i rozmawia przez telefon.
V – Dobra a więc tak: Ludmiła to nasza znajoma.
F – Dokładniej moja dziewczyna.
Lu – A niedługo narzeczona. – zatkała mnie jej wypowiedź. Zakrztusiłem się sokiem, który piłem, przyniesionym przez Violette.
V – Leon wszystko w porządku? – zadała mi pytanie Violetta widząc moją minę.
L – Powiedzmy, że tak. W takim razie skoro Ludmiła to koleżanka Federico to dlaczego mówi do ciebie kochanie?
F – Nie koleżanka tylko dziewczyna.
Lu – A niedługo narzeczona. – poprawiali mnie ten chłopak i moja siostra. Przy czym nie dawali Violettcie dojąć do słowa.
V – Ej! Mogę coś powiedzieć?!
F – Mów Violuś. – no i dalej tak do niej mówi.
V – Fede to mój brat. Zawsze tak do mnie mówi a szczególnie przy ludziach żeby narobić mi wstydu a przy okazji podokuczać.

*Violetta*
F – Też cię kocham Violettuś.
V – Federico błagam. – błagam niech on przestanie a tym bardziej przy Verdasie. Wpadłam nagle na genialny pomysł. – O mamusiu! Fede ale ci grzywka oklapła.
F – Gdzie?! Muszę ja poprawić!! – i już go nie było w kuchni. W drzwiach mało co nie przewrócił Fran.
Fr – A temu co? Eeeee pan Verdas. – mina Fran była bez cenna kiedy zobaczyła Leona.
L – Błagam! Leon jestem. Ale tylko poza salą wykładów. – uśmiechnął się do Włoszki.
Fr – Nie wiem co ta za zebranie ale ja mam zamiar zjeść kolacje.
V – Poczekaj już sprawdzam czy się upiekło.
Fr – Leon może zostaniesz na kolacji? – w tym momencie spojrzałam na Fran i zmroziłam ją wzrokiem. Mam nadzieję, że Leon tego nie zauważył bo było by niezręcznie.
L – Jeśli nikt nie ma nic przeciwko. Ale zapomniałbym o najważniejszym. Violetto zostawiłaś książkę na uczelni przywiozłem ci ją.
V – Dziękuje bardzo. – zdziwił mnie tym. Przecież mnie nienawidzi. Robi mi o wszystko ,,dym’’ na zajęciach.
F – I co jak grzywka? – do kuchni wszedł Fede a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. – jest aż tak źle?
Lu – Jest idealnie. – Ludmiła podeszła do niego i pocałowała. Fede nie był by moim bratem gdyby nie oddał pocałunku.
Fr – My też tu jesteśmy. To, że znosimy jak rozwalacie pokój Fede na górze to nie znaczy, że musimy na to patrzeć.
F – A jak ty się z Marco po kątach całujesz to dobrze jest? – odgryzła się jej Fede.
V – Widzisz Ludmiła dlatego nie mam nikogo. – po tych słowach Leon spojrzała na mnie a w jego oczach ,,latały ogniki’’. Nigdy nie zrozumiem facetów.
Nałożyłam już każdemu na talerz zapiekanki, którą przygotowałyśmy na kolacje. Muszę przyznać, że tak kolacja mija w dość przyjemnej atmosferze.
Fr – To co w piątek idziemy do tego klubu co zawsze?
L – Chodzicie do klubów?
Fr – Tak a czemu nie?
V – Sorry ale ja muszę zrobić biznesplan na poniedziałek a zostało mi jeszcze sporo materiału.
F – Ale masz profesorka. – chichotał mój brat.
L – Ej ale ja tu siedzę.
F – Sorry zapomniałem, że to ty. – próbował tłumaczyć się Federico.
L – Dobra wybaczam. Zdążysz to napisać Violetto chodź z nami.
V – Nie wiem. Może przyjdę.
Fr – Dobra to umówione.
V – Ej Fran a Marco nie przyjdzie dzisiaj na kolację?
Fr – Ma kolacje biznesową.
V – Aaaaaaa. To z tymi z Francji?
Fr – Yyymmhhh
V – Wiesz myślę, że podpiszą tą umowę.
Fr – Ja też tak myślę.

------------ sobota ---------------
*Francesca*
Wyciągnę Violkę dzisiaj z domu chodź by siłą. Wie, że nie chce iść dzisiaj do klubu tylko dlatego, że będzie tam Leon. Jestem już gotowa ubrałam się w spódniczkę i obcisły crop – top. Na wierzch zarzuciłam płaszcz. Przed samym wyjściem załże jeszcze moje ukochane szpilki od Christiana Louboutin ‘ a.



*Violetta*
Nie mam zamiaru iść dzisiaj do klubu ale Fran nie odpuszcza. Wystroiła się jak co sobotę i tylko mnie pogania. Nie mam dzisiaj iść do klubu a co dopiero ubierać się jakoś odpowiednio. Wybrałam więc prosty zestaw i płaskie buty. Nawet na moje kochane szpilki nie mam dzisiaj humoru.



Wychodząc z pokoju chwyciła jeszcze tylko torebkę od Michaela Kors ‘ a i zeszłam na dół gdzie czekali na mnie gotowi Fede z Lu i Fran z Marco.

Siedzimy już w klubie od jakieś godziny. Ja siedzę przy ścianie obok mnie Fran z Marco a obok Marco siedzi Leon. ( od autorki. Tak wiem masło maślane mi tutaj wyszło ale nie wiedziałam jak to napisać) Przed nami siedzą Federico i Ludmiła. Zauważyłam, że skończył mi się drink. Pójdę po jeszcze jednego i chyba ostatniego. Żeby wyjść muszę przecisnąć się przez wszystkich. Podniosłam się i staram przejść nie robiąc żadnej szkody. Przeszłam przez Fran i Marco teraz tylko Leon. TAK! Przebrnęłam! Teraz ostatnie dwa kroki i już nie będę musiała się cisnąć. Czuje jak ktoś łapie mnie za nadgarstek i w sekundę ląduje na kolanach tego kogoś. Odwracam głowę i widzę Leona. Mogłam się domyślić przecież on siedział ostatni.
V – Przepraszam ale chcę iść.
L – Możemy porozmawiać?
V – Ale my chyba nie mamy o czym rozmawiać.
L – Violetta nie jesteśmy teraz na uczelni. Zostawmy złe emocje tam i zachowujmy się normalnie.
V – A twoim zdaniem jak się zachowuje? – nie miałam ochoty na rozmowę, Leon chyba załapał i mnie puścił.
Podeszłam do baru i poprosiłam tak jak zawsze słabego drinka. Barman już zna naszą czwórkę czyli mnie, Fran, Marco i Fede. Czekałam aż David zrobi mojego drinka a ten czas ,,umilił’’ mi Daniel swoją obecnością.
D – Hej piękna!
V – No cześć… - mruknęłam pod nosem. Daniel tez jest tu co tydzień w sobotę. Kiedy po raz pierwszy tu przyszłam to bardzo się do mnie kleił. Teraz to wygląda tak, że ochroniarze dosłownie wynoszą nas z budynku.
D – To co może dzisiaj dasz się namówić na jakieś spotkanie ze mną? – pyta tym swoim irytującym głosikiem.
V – Daniel albo się zamkniesz albo wyjdziesz dzisiaj z tego klubu z powybijanymi zębami.
D – Co chcesz się bić?

*Leon*
Przyglądam się Violettcie i jakiemuś chłopakowi który się do niej nieźle klei.
L – Francesca kto to jest? – gestem głowy wskazałem na chłopaka
Fr – To Daniel. Wiecznie klei się do Violi. – mówiła to tak jakby była do tego przyzwyczajona.
Nagle dostrzegłem, że podnosi na nią rękę.
L – Ej! On chce ją uderzyć!
F – Spokojnie. Radziłbym ci się nie mieszać bo jeszcze ty oberwiesz. – mówił spokojnie Fede i dalej zajmował się rozmową z pozostałymi.

*Violetta*
V – Ty byś nawet na mnie ręki nie podniósł.
D – Skąd taka pewność?
V – Bo się boisz. – chciałam go tylko sprowokować. Teraz miał rękę tak podniesioną jakby faktycznie chciał mnie uderzyć. I o to właśnie mi chodziło. Złapałam za jego rękę i przerzuciłam sobie przez plecy tak, że kiedy się obróciłam on leżał na ziemi.
D – Dlaczego zawsze wymyślisz coś innego? Ostatnio było podcięcie a teraz przerzut. Ile lat ty się uczyłaś JUDO?
V – Tyle żeby zdobyć brązowy pas. – patrzyłam na niego z góry bo on ciągle się nie podnosił z podłogi. Postawiłam więc nogę na jego brzuchu i krzyknęłam.
V – Znowu z nim wygrałam! – wszyscy spojrzeli na mnie i zaczęli się śmiać. Jestem do tego przyzwyczajona. To dla mnie rutyna każdego sobotniego wieczoru. Wzięłam jeszcze mojego drinka i poszłam do naszego stolika.
L – Wow! Nie wiedziałem, że jesteś aż tak niebezpieczna. Chyba będę musiał bardziej uważać na zajęciach. – po słowach Leona wszyscy zaczęli się śmiać.
Fr – Spoko Leon nie ma się czego bać. To co dzisiaj widziałeś to tylko ich zabawa.
L – Zabawa?
V – Tak zabawa. Znaczy się można to nazwać zabawą. Dzisiaj zakończyłam to dość szybko bo nie chciałam żeby znowu nas ochrona wynosiła.
L – To musi was ochrona wynosić każdego sobotniego wieczoru.
V – Prawie każdego. Nie zawsze mam ochotę się z nim użerać, tak jak dzisiaj.
L – Aha.

Jestem już w domu. Fran poszła do Marco a Ludmiła z Fede gdzieś się szwędają. Jeszcze przed chwilą przypomniało mi się, że zostawiłam torebkę w klubie. Fran na pewno ją wzięła. Tak wzięła. Wyszłam wcześniej niż wszyscy nie miałam dzisiaj humoru. Teraz leżę sobie w łóżku i myślę o mamie. Moje rozmyślania przerwał mi dzwonek do drzwi. To na pewno Fede zapomniał kluczy. Zwlokłam się z łóżka i zeszłam po schodach. Otworzyłam drzwi i zamiast Federico ujrzałam w nich…………

-----------------------------------------------------
No hej! Jest już czwóreczka!
Ciekawe kogo zobaczy Vilu?
Czy to będzie Daniel?
Nie powiem wam tego. MU HA HA!
Tak wiem zła ja!
Przypominam wam jeszcze że jeżeli jesteś tu pierwszy raz to czytaj moje opowiadnie od rozdziału pierwszego. Czytanie od środka nie ma sensu. Rozdział pierwszy szybko możesz znaleść w archiwum bloga.
Aaaaa i wielkie dzięki za 203 odwiedzin!
KOCHAM WAS!

------------------------------------------------------------
//D
 

 
Podziwiajcie ludzie! Nareszcie wzięłam dupe w kupe i napisałam ten nieszczęsny rozdział. Jest krótki i w ogóle mi się nie podoba. Tamte dwa były lepsze.

No a teraz informacje do rozdziału

X- tak będę oznaczała osoby niewiadome
J - Jim
P- Patric
Resztę chyba pamiętacie? Jeżeli nie zapraszam do tego wpisu --------> http://dominika.v.pinger.pl/a/2015/2/6/

--------- Następny dzień --------------
*Violetta*
Mam kolejne nudne zajęcia z Verdasem. Ciągle o czymś gada a ja nie wiem o czym bo myślę o tych jego cudnych oczach. Wyglądają jak dwa zielone szmaragdy. Violetta o czym ty w ogóle myślisz? Przecież to twój profesor, wykładowca a ty się w nim…. Zakokujesz? Nie! Nie ma mowy!
L- ….. Castillo odpowiedz?
V – Yyyyymmmm. Może pan powtórzyć pytanie?
L – Dlaczego nie słuchasz?
V – Ale tutaj w siódmym rzędzie nic nie słychać!
L – W siódmym rzędzie czyli w krainie chmur i jednorożców?
V – I co pan teraz zrobi postawi mi pałę?!
X – Może będziesz chciała się po niej wspiąć. – słyszę szepty z końca klasy
L – Kto to powiedział? – po słowach mojego ,,szanownego’’ profesora z ławki podniósł się Jim i Patric. No tak najwięksi żartownisie z całej klasy.
L – Chcecie jeszcze coś powiedzieć?
J – Kiedy odda pan nasze kartkówki.
L – Jutro. To wszystko?
P – A kiedy rozważymy kwestię wspinaczki mojej koleżanki panny Castillo? – cała klasy wybuchła śmiechem. Ja nie wiedziała czy mam się śmiać czy płakać. Wybrałam opcję pierwszą. Mina Leona mówiła tylko ,,zemszczę się’’ i to pewnie na mnie. A więc muszę się przygotować na kolejną pracę dodatkową albo odpytywanie.
L – Castillo podejdziesz do tablicy.
V – Dlaczego ja? To oni sobie robili żarty – wskazałam ręką na dwóch błaznów
J i P – Sorry Violka!
V – Dobra jakoś przeżyję.
L – Weź podręcznik I zrób zadanie piąte ze strony dwudziestej – piątej
Stanęłam przy tablicy i zaczęłam robić to cholerne zadanie. Usłyszałam początek piosenki Taylor Swift pt. ,,I Knew You Were Trouble’’ . Dzwoni mój telefon. No pięknie jeszcze bardziej podpadnę.
L – Czyj to ?
V – Mój. Fran kto to?
Fr – Tata.
V – Odrzuć.

Po minucie znowu mój telefon. To musi być coś ważnego skoro dzwoni po raz drugi. Odłożyłam mój podręcznik w tempie natychmiastowym na biurko Verdasa i ruszyłam na górę po mój telefon. Chwyciłam go i wybiegłam z Sali.
-------- rozmowa telefoniczna -----------
V – Tato co się stało, że dzwonisz?
G – Violu spokojnie nie denerwuj się.
V – Ale ja przecież jestem spokojna.
G – Spokojnie usiądź gdzieś sobie.- nie mam pojęcia do czego on zmierza
V – Tato ja mam zajęcia więc mów szybko.
G – A więc Violu mama leży w szpitalu.
V – Co ale jak to?
G – Spokojnie zaraz ci wszystko właśnie – mówiła takim głosem jakby miał się rozpłakać – Mamę potrąciła samochód. Trafiła do szpitala, miała operację a teraz już wszystko jest dobrze.
V – Zaraz będę! – krzyknęłam do słuchawki i się rozłączyłam. Oparłam się o ścianę i zaczęłam płakać. Wiem zadzwonię po Fede bo jestem za bardzo roztrzęsiona aby prowadzić samochód.

------------ rozmowa telefoniczna ----------------
F – Halo. Viola?
V – Ta – a – k Fede. – dukałam przez łzy
F – Już wiesz?
V – Yyy hhhmmm…. Przyjedziesz po mnie na uczelnie?
F – Tak zaraz będziemy. – BĘDZIEMY? Aha na pewno jest z Ludmiłą. Weszłam do Sali. Wzrok wszystkich skierował się na mnie. No tak makijaż spłynął mi pewnie całkowicie a oczy miałam czerwone od płaczu. Szybkim krokiem udałam się do swojego miejsca. Usiadłam na krześle i zaczęłam zbierać wszystkie notatki.
Fr – Co jest Vilu?
V – Fran mama jest w szpitalu. – szepnęłam tak aby nikt nie słyszał. – Zaraz przyjedzie po mnie Fede.
Fr – Ja jadę z wami.
Czas tak strasznie mi się dłużył do momentu w, którym do klasy nie wpadła Ludmiła? No muszę przyznać trochę mnie to zdziwiło
Lu – Violetta wstawaj jedziemy!
L – Ludmiła czy ja mogę wiedzieć co ty odpierniczasz?
Lu – Ja? Przecież nic nie robię!
L – Oprócz tego, że rozwalasz mi zajęcia to nic!? – podczas ich sprzeczki my z Fran spakowałyśmy swoje rzeczy. – Porozmawiamy w domu!
Lu – Nie będę z tobą mieszkać wyprowadzam się! Nie wrócę dzisiaj na noc! – po tych słowach zatrzasnęła za sobą drzwi. My z Fran czekałyśmy na nią na korytarzu.

----------- Dom Fran i Violetty --------------------
*Violetta*
Jestem na maksa padnięta. Zaraz sufit zawali mi się na głowę bo Fede i Ludmiła postanowili przetestować łóżko. Nie zwracają uwagi na to, że w domu jesteśmy jeszcze ja i Fran.
Fr – Mam już dość tych niecenzuralnych odgłosów – chichotała Fran
V – Nie ty jedna. – zeszłam z sofy i ruszyłam do schodów prowadzących na piętro. – Federico Castillo można być trochę ciszej!? Zaraz zawali nam się sufit na głowę a wy połamiecie łóżko! – ucichli. Miałam wracać do salonu ale usłyszałam dzwonek do drzwi.

*Leon*
----- wcześniej -------
Castillo zostawiła na moim biurku swój podręcznik. Zawiozę jej go i przy okazji porozmawiam na temat jej zachowania na dzisiejszych zajęciach.
Mam już jej adres był w jej dokumentach.

-------- teraz ------------
Stanęłem pod domem Castillo. Podeszłem do drzwi. Trochę się zdziwiłem bo zobaczyłem napis ,,V.Castillo i F.Caunvilla’’. W sumie to nie mam się czemu dziwić one wszystko robią razem. Zapukałem. Usłyszałem jej głos. ,,ciekawe kogo niesie o tej porze’’. Otworzyła mi drzwi i zamarła. Za to ja szybko zareagowałem.
L – Dobry wieczór.
V – Eeeee…… Dobry wieczór – była zaskoczona moim przyjściem. Stojąc w drzwiach miałem znakomity wgląd na schody w jej domu. Nagle na schodach pojawił się jakiś chłopak.
F – Violuś kochanie gdzie moja koszula w kratkę? O a kto to? – to pewnie jej chłopak. Podszedł do Violetty położył brodę na jej ramieniu i objął w talii.
V – Fede to mój profesor. – obróciła się i spojrzała na ,,Fede’’ – Federico jak ty wyglądasz?
F – No jak?
V – Jesteś cały w szmince! – chyba im w czymś przeszkodziłem.
L – Mam twój podręcznik. A i jestem Leon. – podałem rękę chłopakowi
F – Federico dla znajomych Fede. – przedstawił mi się chłopak mojej uczennicy. Kiedy puściłem jego dłoń na schodach zobaczyłem bardzo znajomą mi blondynkę.
L – Ludmiła?
Lu – Co ty tu robisz?
L – Ja? Co ty?
V – Dobra ta sytuacja jest deczko dziwna nie uwarzcie? – Violetta mówiła to z lekkim zakłopotaniem.
F – Masz rację Viluś. Lu weź ty mu tłumacz.
V – A może wejdziesz do środka. – muszę przyznać zdziwiła mnie propozycja Violetty.
L – Masz rację wyjaśnimy to na spokojnie.
 

 
Na początku tak bardzo was przepraszam że nie dodalam rozdziału przed wczoraj ale internet mi padł. Musiałam czekąć aż mi go naprawią i nie moglam dodać rozdziału. A teraz dodaje One Shot'a. To tak na pocieszenie. Jak wszystko pojdzie po mojej myśli to dodam dzisiaj rozdział. Tak pewnie teraz myślicie ,,obiecanki-cacanki'' ale to nie moja wina, że wcześnie nie miałam internetu. No to miłego czytania moji kochani.
PS. To mój pierwszy OS więć nie jest idealny.



,, Miłość nigdy nie wygasa''

Wyszłam właśnie od lekarza. Tak bardzo się cieszę, że razem z Leonem będziemy rodzicami. Leon jeszcze o niczym nie wie samo dopiero dzisiaj w dowiedziałam w 100% że będę mamą. Zadzwonię do niego i zapytam czy ma czas na spotkanie.
----- rozmowa telefoniczna --------
V- Hej.
L- Hej kotku.
V- Możesz teraz rozmawiać?
L- Tak.
V –Bo wiesz muszę ci powiedzieć coś ważnego. Miał byś czas aby się spotkać.
L-Tak możesz teraz do mnie wpaść bo skończyłem spotkanie.
V- I co podpisali kontrakt?
L- Tak podpisali.
V - Aaaaa! Ale super! To ja zaraz będę! Pa kocham cię!
L – Pa! Ja ciebie też.
Weszłam już do ogromnego wieżowca. Cały ten wieżowiec zajmowała firma Leona. W recepcji przywitała mnie Isabella
- Dzień dobry pani Verdas!
- Witam Isabello! – posłałam jej wielki uśmiech
Następnie przechodziłam obok księgowości
- Dzień dobry pani Verdas!
- Cześć Anno! Tyle razy prosiłam żebyś mówiła mi Violetta. – do niej również się uśmiechnęłam. Anna to bardzo serdeczna dziewczyna bardzo ją lubię.
Teraz tylko na ostatnie piętro i jestem u Leona. Wsiadłam do windy. Wcisnęłam guzik z odpowiednim piętrem i ruszyłam na górę. Przed biurem Leona stoi biurko jego asystentki.
- Dzień dobry pani Verdas!
- Dzień dobry Ambar! – przywitałam się z bardzo miłą blondyneczką. Ładnie jej w blondzie – bardzo ładnie ci w blądzie.
- Dziękuje.
Stanęłam pod drzwiami gabinetu Leona usłyszałam tylko jak mówi
,,I co mam jej powiedzieć, że ją zdradziłem?’’
Stanęłam jak wryta. Wpadłam do jego biura.
- Ja się przesłyszałam? Najwidoczniej nie! A ja się głupia oszukuje!
- Nie Violetta ty słyszałaś tylko coś wyrwanego z kontekstu.
- Słuch mam jeszcze dobry Leon! Nie mam zamiaru się teraz z tobą kłócić. Proszę to coś o czym powinieneś wiedzieć.- podałam mu kopertę ze zdjęciem USG i wybiegłam . Pobiegłam do naszego już tylko jego domu. Wyciągnęłam walizki i zaczęłam wkładać wszystko niedbale. Przerwał mi to dzwonek do drzwi. To nie Leon bo on ma klucze. Zbiegłam z piętra i otworzyłam drzwi.
- Hej Viola! – rzuciła mi się na szyję moja przyjaciółka – Ty płakałaś? Mów mi szybko bo nie wytrzymam!
- Już mówię spokojnie Fran.
- No ja myślę!
- No bo ……… - opowiedziałam Francesce całe zajście.
- Nie mogę uwierzyć. On Leon! Przecież to niemożliwe!
- A jednak Fran.
- I co zamierzasz teraz zrobić?
- Mama otwiera w Europie kilka butików i ktoś musi się nimi zaopiekować.
- Wyjeżdżasz do Europy?
- Tak polecę tam jeszcze dzisiaj prywatnym samolotem.
- W takim razie ja lecę z tobą.
- Ale Fran! Przecież bierzecie z Marco ślub.
- To dopiero za rok. Zdążysz urodzić i wtedy będę miała 100% pewności, że jesteś bezpieczna.
- Tak bardzo cię kocham Fran! Dziękuje ci. Nawet nie wiesz jak bardzo było potrzebne mi twoje wsparcie.
- Od tego mnie masz.
-------------- Barcelona -----------------------------
- Nareszcie na ziemi!
- Szykujcie się wszystkie sklepy przybywamy! – krzyknęła uradowana Fran – Violetta wiem, że ten temat cię drażni ale czy odcięcie się od Leona to naprawdę dobry pomysł?
- Jak przez chwilę tak pobędziemy to dobrze nam zrobi.
- Chwile masz na myśli całe życie?
- Dokładnie – mruknęłam pod nosem
--------- 8 miesięcy później ------------------
- Spokojnie Violetta! Zaraz będzie po wszystkim!
- Fran jestem bardziej spokojna niż ty!
- Ja się tak cieszę że zostanę ciocią, że aż wrzeszczę w środku.
- Nie tylko w środku Fran.
- No a teraz spokojnie wdech i wydech.
---------- pół godziny później --------------
- A więc Fran możesz poznać małą….. – nie dokończyłam bo zrobiła to za mnie moja przyjaciółka
- Francescę! Aaaaaa ale się cieszę! No normalnie nie mogę wytrzymać!
- Spokojnie Fran.
- Muszę się pochwalić Marco, że jestem ciocią.
- Dzwoń do niego- posłałam jej uśmiech. Kocham ją. Cieszy się nie mnie niż ja. Nie znalazła bym drugiej takiej na cały świecie. Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Hej!
- Mamo! Tato! Co tu robicie przecież wracam za 2 tygodnie? Ale zrobiliście mi niespodziankę. Tak bardzo się cieszę……..
---------- 2 tygodnie później ---------------
- Fran ja nie mam sumienia brać jej do samolotu. Dobrze wiesz jak reagują małe dzieci. Boje się, że może nie rozwijać się przez to normalnie.
- Spokojnie Violetta nie dramatyzuj. Wiem, że się martwisz ja nie mniej ale musimy byś dobrej myśli.
- Masz rację Fran – przytaknęłam chociaż dalej byłam niespokojna.
------------- Lotnisko w Buenos Aires ---------------------
- Nareszcie w domu! Po tym długim roku moja ukochana Argentyna. – bardzo cieszył mnie przylot tutaj. Mam nadzieję, że do ślubu Fran nie spotkam Leona. Wiem, że nie mogę zabronić mu zobaczyć naszego dziecka. Ale gdzie był przez te 10 miesięcy? Kiedy tak bardzo go potrzebowałam? Tak wiem to go ja zostawiłam ale przecież nie zaszyłam się na końcu świata, nie odcięłam się. Wszyscy znali mój adres w Europie. Odwiedzili mnie nasi przyjaciele a on?
---------- Dzień ślubu Francesci ----------------------

Jestem już gotowa.

Fran wygląda nieziemsko. ( od autorki. Wyobraźcie sobie Fran w tej sukni )

A moja mała Franuś tak słodko że aż zęby bolą. ( od autorki. Wyobraźcie sobie dwumiesięczną dziewczynkę w takim stroju . Nie mogłam znaleźć bardziej odpowiedniego zdjęcia a to mnie tak rozczuliło)

Jestem druhną Fran więc mama będzie miał Fran obok siebie. W czasie ceremonii mała powinna spać. Tak wypada w jej ,,grafiku sennym’’.
Stoimy już po świątynią. W tłumie dostrzegłam Leona. Tak bosko wygląda. Uspokój się Violetta! Biję się z własnymi myślami. Mam ochotę się na niego rzucić, ale też mu wygarnąć.
- A teraz możesz pocałować pannę młodą.- kapłan wypowiedział ostatnie słowa i Fran została żoną Marco. Jak dobrze że wykonałam wodoodporny makijaż bo cały czas płakałam. Ten ślub był tak bardzo wzruszający. Fran taka szczęśliwa a Marco świata poza nią nie widzi. Chciała bym żeby tak było między mną a Leonem.
Jesteśmy już na Sali. Wszyscy podziwiają małą Fran. Camila ciągle mówi, że w życiu takiego ładnego dziecka nie widziała. Ludmiła ciągle chlipie a moja mama jak tylko ktoś poprosi mnie do tańca ,,porywa’’ swoją wnusie i chwali się nią na prawo i lewo. Rodzice Leona też zostali zaproszeni, ponieważ zawsze przyjaźnili się z rodzicami Fran.
- Violu kiedy możemy do was wpaść?
- Kiedy tylko chcecie. Fran musi trochę odpocząć od swojej drugiej babci. – zaśmiałam się a Katy ze mną. Mam Leona nie robi mi wywodów. Za to właśnie ją uwielbiam. Jest naprawdę wspaniałą teściową.
- Violetto a czy zamierzasz wracać do Europy?
- Na razie nie. Fran musi dorosnąć na tyle żeby mogła zostać sama z wami. Jak już będzie na tyle duża to kilka razy do roku na pewno polecę sprawdzić co się dzieje w butikach.
- Czyli zostajesz na stałe?
- Tak. – zauważyłam jak Katy odetchnęła z ulgą
- To dobrze bo myślałam, że będziemy mieć ograniczone kontakty z Fran.
- Nie zrobiła bym wam tego za bardzo kocham was i ją. – ruchem głowy wskazałam małą śpiącą w wózku.
Francesca się obudziła. Postanowiłam że z wyjdę z nią na zewnątrz do ogrody który otacza restaurację w której odbywa się wesele.
- Violetta gdzie idziesz? – słyszę za sobą głos Fran
- Wychodzę na chwilę z małą na świeże powietrze.
- Masz rację w środku jest trochę za głośno. Ja chyba też potrzebuje odetchnąć.
- Chodź z nami.
-Taki miałam zamiar.
Spacerowałyśmy z Fran i Fran po ogrodzie. Z oddali zobaczyłam idącego w naszą stronę Leona.
- Porozmawiaj z nim – szepnęła mi Fran na ucho.
- Zostań jeszcze chwile – również szepnęłam, ona pokiwała głową na ,,tak’’ i nadal szła u mojego boku.
- Violetta możemy porozmawiać? – Leon był smutny? No nie wierze.
- Teraz chcesz rozmawiać? Gdzie byłeś przez ten rok kiedy Violetta cię potrzebowała?! - ,,wybuchła’’ Fran. ( od autorki. Wyobraźcie sobie tutaj taką nakręconą Fran kiedy jest zła. W serialu po prostu z niej nie mogę.  )
- Francesca spokojnie. Nie możesz się denerwować to zabronione w ciąży. – uspokajałam ją. Tak Fran zaszła w ciąże miesiąc temu kiedy Marco przyleciał do niej na wekeend.
- Wiem. Tylko jak ty denerwowałaś się każdego dnia przez 9 miesięcy to było dobrze? – widziałam, że robi to specjalnie żeby wzbudzić w Leonie poczucie winy.
- Fran ja już urodziłam a ty nie więc nie gorączkuj się. Wszystko jest w porządku. – dałam jej znak żeby dalej kontynuowała ale tak żeby Leon nie zauważył tego znaku.
- Ja się nie gorączkuje tylko gdzie wielmożny pan był przez ten rok? Wiesz co Leon na twoim miejscu nie siedziała bym na dupie tylko przyleciała do Europy. Starała się o nią i małą a ty?! Nic nie zrobiłeś! Kompletnie nic! Przez pierwszy miesiąc to ona ciągle płakała!
- Francesco uspokój się. – mówiłam do niej opanowanym tonem ale jednak wiedziałam, że nie skończy bo sama ją o to poprosiłam.
- Nie mam zamiaru się uspokoić! Niech o wszystkim wie bo ty i tak mu o tym nie powiesz! – Włoszka ciągle mówiła podniesionym głosem, niemal że krzyczała. – Miałeś jej numer, e-mile, a o adres to mogłeś poprosić każdego z naszych przyjaciół. Wiesz co teraz powinieneś zrobić? Zapewne nie. O wiesz co ja ci powiem! Powinieneś upaś przed nią na kolana i czołgać się po ziemi błagając o przebaczenie!
- Francesca błagam cię skończ już. – nadal byłam opanowana. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem patrząc na minę Leona kiedy wysłuchiwał nakręconej Fran.
- Okej już idę! Porozmawiajcie!
- Spokojnie Fran. Nie psuj sobie dnia! Pa leć już! – po moich słowach Francesca była już niedaleko wejścia na salę.
- Violu ja nie wiem co mam ci powiedzieć. To co usłyszałem od Fran po prostu mnie zatkało. Nie umie cie się wytłumaczyć z tego dlaczego nie przyleciałem, nie starałem się o ciebie. To co wtedy usłyszałaś w moim gabinecie to też była pomyłka. Nie chcę ci tego tłumaczyć bo nie umiem. Ale pozwól mi się widywać z Fran. I błagam wróć do mnie. – muszę przyznać stałam w osłupieniu. Nagle Leon mnie przytulił. Nie spodziewałam się tego. – Kocham cię Violu.
- Ja też cię kocham.- szepnęłam
- Wrócisz do mnie? – zapytał z nadzieją w głosie? Nie wiem czemu ale czułam że jak mu wybaczę i do niego wrócę to znowu będę szczęśliwa.
- Tak…. – nie zdążyłam nic więcej powiedzieć bo złożył na moich ustach pocałunek. Tak bardzo mi tego brakowało. W tej jednej chwili moje wszystkie dotychczasowe problemy zniknęły. Bardzo piękną chwilę przerwała nam jeszcze piękniejsza osoba a mianowicie Fran. Mała zaczęła płakać. Szybko wzięłam ją na ręce i przytuliłam do siebie. Kołysałam ją a Leon objął mnie w pasie jedną ręką a drugą ułożył na mojej i spoglądał raz na mnie raz na Fran. W jego oczach można było dostrzec miłość.

----------- 2 lata później ---------------
- Francesca uważaj bo się przewrócisz! Leon nie za szybko!
Przyglądam się mojej rodzince. Ganiają się po parku od jakiś dwudziestu minut. Kocham ich tak bardzo.
- No cicho już nie płacz. – uspakajał Fran Leon – uciekł zając?
- Mówiłam trochę wolniej. Pokarzcie co się stało. – Francesca zdarła kolano – nic się nie stało do wesela się zagoi. – dałam jej buziaka w czoło a później w jej mały nosek. – Zaraz nakleimy plaster i wszystko będzie dobrze. Chodźcie idziemy już do domu.
- Mamuś….
- Tak?
- A będę mogła oglądać bajki?
- Tak kochanie będziesz mogła i może zjemy jakieś lody?
- Tak lody!
- No to idziemy do domu.

,, Kochać się to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem,
lecz patrzeć w tę samą stronę.’’
[ Antoine de Saint-Exupéry ]
 

 
Przepraszam, że tak długo mnie nie było ale już jestem. Rozdział pojawi się jeszcze dzisiaj wieczorem więc nie martwcie sie moje biedroneczki. Mam już na liczniku 130 odwiedzin! Tak bardzo wam dziękuje! Kocham Was! To do wieczorka!

---------------------------------------------------
//D
 

 
Hej! Cześć! I czołem!

Pewnie wszyscy już wiecie, że w Argentynie 3 sezon Violetty dobiegł już końca. Dopiero dzisiaj obejrzałam odcinek 80. Mówie wam cały odcinek płakałam. A nawet ryczałam jak bóbr. Moja mama się ze mnie śmiała. Nie wiem czy szłyszeliście ale ma być jeszcze odcinek specjalny czyli 81. Nie wiem czy to plotki czy prawda.
Serial się już skończył. U nas dopiero 30 odcinek a ja czuję pustkę.
Ale pomimo, że nie bedzie dalszych losów bohaterów z serialu ja nie przestanę pisać bloga. Wiem, wiem zaraz pewnie każdy mi powie, że nie ma serialu to po co to wszystko? A po to żeby nie zapomnieć. Dla mnie serial był drugim życiem. Kiedy siadałem przed laptopem bądz telewizorem przenosiłam się do Buenos Aires. Mogłam być kim kolwiek chciałam. Francescą ,Violettą.....

Uważam że 3 sezon zakończył się pięknie ale za szybko. Było mało Leonetty. Ach i Diecesca ich związek był najsilniejszy w całym sezonie. Za Leonette mogłabym zabić. A kochani scenarzyści postanowili rozdzielić ich w finałowym sezonie.

Jeszcze jedna ważna sprawa. Jeżeli czytacie moje opowiadania a jesteście to nowi to pamiętajcie. Czytamy od samego początku bo czytanie od środka nie ma sensu. Czyli zaczynamy od rozdziały pierwszego i przechodzimy do następnych. Jeżeli wejdziecie w archiwum będzie wam łatwiej wyszukać.

--------------------------------------------------
//D


Na koniec piękne Beso Leonetty.
 

 
Tak na początek moi kochani mam dla was informację. Ogłaszam konkurs na OS o dowolnej parze z serialu. A teraz przejdźmy do opowiadania. Ma ono 1562 słowa. Wiem długość nie powala. Postanowiłam że od tego rozdziału będę oznaczać osoby w dialogach:
Violetta – V
Francesca – Fr
Leon- L
Federico – Fe
Ludmiła – Lu
Angie- A
Jeżeli będą pojawiać się nowe osoby a będą to napiszę wam na początku każdego rozdziału. Miłej lektury
Leonetta/ II rozdział - ,,Przepraszam ale usnęłam gdzieś w połowie pana historyjki’’

V- Y mmhh…. – mruknęłam pod nosem.
L- Dziewczyny ja wiem, że nie jesteście nastolatkami. Dogadajmy się.
V- Nie mam zamiaru – burknęłam
Fr- Zresztą w czym się mamy dogadywać.-rzuciła obojętnie Fran
L- I co ja mam z wami zrobić?
V- Idź do dyrektora i naskarż na kobiety w wieku dwudziestu-sześciu lat.- odpowiedziałam mu z ironią. Nie odpowiedział. Złapałam Fran za nadgarstek i szybkim krokiem wyszłyśmy z Sali. Na korytarzu spotkałam Angie. To ona jest dyrektorem.
V i Fr- Dzień dobry.- przywitałyśmy się.
A- Dzień dobry? A może by tak ,, Cześć Angie’’?
V- Ale jesteśmy na uczelni. I każdy może nas usłyszeć.
A- A ja jako twoja ciocia każe ci mówić do mnie normalnie. Do ciebie Fran też to mówię. Przecież jesteśmy jak rodzina.
V i Fr- Dobrze a więc. Cześć Angie.
A- I od razu lepiej.
Fr- Oho idzie profesor.- zauważyła Włoszka
A- Nie lubicie go?
V- Nie. Angie powiedz do mnie do widzenia.
A- Ale dlaczego?
V- Nie pytaj.-posłałam jej zawadiacki uśmiech. Już wiedziała o co chodzi.
L- Pani dyrektor możemy porozmawiać? – zapytał Leon.
A- Tak.
V- To my już pójdziemy. Cześć Angie!
Fr- Cześć Angie!-dorzuciła Fran.
A- Do widzenia dziewczynki! – Ha ha mój plan wypalił! Verdas patrzył na nas z szeroko otwartymi oczami. On ,,profesor’’ i nie jest na ty z dyrektorem a my uczennice. Ciekawe co wymyśli na jutro , żeby się nade mną poznęcać.
------- 15 minut później----------------------
V- Czy on czasami myśli co robi?-pytam poirytowana
Fr- Nie mam pojęcia jak można zostawić klucz w drzwiach. A jak by to było w nocy? Wtedy jesteśmy uziemione.- mówi i kiwa głową z dezaprobatą Fran.
Dzwonimy chyba już od pięciu minut. Nagle słychać ,, Już idę’’. Otwiera na drzwi mój brat. Jego metrowa grzywka którą ustawia na żel jest w nieładzie a na twarzy ma ślady czerwonej szminki. Zachichotałyśmy z Fran pod nosem. Nie byłyśmy już na niego złe.
Fr- Co tak się śmieszyłeś do łóżka, ze zapomniałeś wyciągnąć klucz z drzwi?-pyta z przekąsem Włoszka
Fe- Co? O co wam chodzi?
V- Fede spójrz w lustro.- nakazałam. Mój brat odwrócił się zobaczył swoje odbicie.
Fe- To ja już idę do Ludmiły. – i już go nie było.
Fr- Co to miało być? – pyta mnie oszołomiona Fran. Wzruszały ramionami i obie się zaśmiałyśmy. Weszłyśmy do kuchni.
Fr- Co dzisiaj jemy?
V-Wiesz mam znowu ochotę na makaron.
Fr- Ja też.
V- To znajdujemy pomysł na danie z makaronem?
Fr- O tak!
------- po 10 minutach ----------
Fr- Mam Violuś! Mam!
V- No mów co masz.
Fr- Makaron z kawałkami kurczaka i szpinakiem.
V- Szpinak jest w zamrażarce, Już go wyciągam a ty pokrój kurczaka.
Fr- Okey. Zaraz zawali się nam sufit na głowę.
V- Załatwię to. Federico trochę ciszej proszę! – krzyknęłam stojąc przy schodach.
Fe- Dobra! Dobra!
Fr- Zero skrępowania.- zaśmiała się Włoszka. Wywróciłam oczami po czym też zaczęłam się śmiać.
-------- 30 min później ----------------
Siedzimy z Francescą przy stole i zajadamy obiad. Słychać kroki po schodach.
Fe- Dla nas też macie? –
Lu- Cześć! – przywitała się Ludmiła. Nie widziałam jej wcześniej. Pewnie nowa dziewczyna mojego brata.
V i Fr- Cześć!-przywitałyśmy się z Fran- tak jest w tamtej misce nałóżcie sobie.
Fe- Dobra to ja nałożę.
Lu- Jestem Ludmiła – podała nam rękę blondynka
V- Violetta.
Fr- Francesca.
Fe- Co tam na pierwszych zajęciach?
Fr- Masakra! Mamy takiego wykładowcę ,że szkoda słów.
Fe- W współczuje wam.
V- Może jutro będzie lepiej jeżeli szanowny pan Verdas nie będzie się wymądrzał.- po moich słowach blondynka zaczęła się dławić. Fede od razu ,,rzucił’’ się jej na ratunek.
Fe- Ludmiła co się stało?
Lu- Violetta czy ty powiedziałaś Verdas czy się przesłyszałam?
V- Tak. A co? Znasz go?
Lu- Ta od urodzenia. To mój starszy brat. Kocham go ale czasami mam go po dziurki w nosie. Opowiadaj co tym razem zrobił.
V i Fr- A więc ….. ( od autorki. Dziewczyny opowiedzą tutaj o całej lekcji. Znacie tą historie)
Lu- No nie wierze. – prycha blondynka – Na serio? Czy on nie zna umiaru?
Fe- Ale wy Violuś i Franuś też nie jesteś bez winy.- komentuje mój brat
Lu- Ale co one niby zrobiły? Czepia się dziewczyn bez powodu. Zamieniły ze sobą dwa słowa a on uważa, że gadają. Jak nawet jeszcze lekcji nie zaczął.
V- Dobra Lu nie ma się co denerwować – stwierdziłam i posłałam jej uśmiech.
--------- 20:10 wieczór ---------
Francesca
Siedzimy z Violą przed telewizorem i oglądamy nasz serial. Jutro znowu lekcja z Verdasem. Mamy z Violettą zamiar być jeszcze gorsze jeżeli będzie się nas czepiać. Była przed chwilą u nas Angie i też wszystko jej opowiedziałyśmy. Uwielbiam rozmawiać z przyjaciółkami. W sumie Angie to ciocia Violetty ale znamy się tak długo że czuje się jakby była również moją ciocią. A więc ciocia Violetty i ,,moja’’ dała nam klucze od pokoju . Możemy tam wchodzić normalnie jak wykładowcy i profesorowie. Ciekawe jak to będzie wyglądało?
Fr- Ciekawe jak to będzie wyglądało? Dwie studentki wchodzą do pokoju nauczycielskiego.
Fr- Ta już widzę minę Verdasa.
V- Pewnie będzie bezcenna.
Fr- Wiesz Violu ja chyba idę już spać bo jutro kolejny trudny dzień z wkurzającym ,,profesorem’’ – ostatni wyraz wzięłam w cudzysłów który zrobiłam palcami w powietrzu. Viola zaśmiała się tylko i powlokła za mną na górę.
------ II dzień na uczelni ---------
Wstałam dzisiaj o 7:20. Zajęcia mam dopiero o 90. Wzięłam prysznic i z powrotem ubrałam się w piżamę. Razem z Fran przygotowałyśmy śniadanie. Zjadłyśmy i poszłyśmy ubrać się już w ciuchy. Nałożyłam na siebie wcześniej wybrany zestaw.

Zrobiłam delikatny makijaż i udałam się do samochodu.
Francesca
Wstałam dzisiaj o 7:20. Zajęcia mam dopiero o 90. Wzięłam prysznic. Razem z Violą przygotowałyśmy śniadanie. Zjadłyśmy i poszłyśmy ubrać się już w ciuchy. Nałożyłam na siebie wcześniej wybrany zestaw.

Zabrałam jeszcze torbę i ruszyłam do samochodu.
------- Na uczelni ---------
Violetta
Siedzimy już z Fran na naszych miejscach. Za dwie minuty będzie wykład. Oho do Sali właśnie wszedł Verdas. Dzisiaj się nie spóźnił. Po dzwonku sprawdził obecność.
L- Dobra moi drodzy to kartkóweczka. Caunvilla usiądziesz w drugim rzędzie.
Fr- Ale dlaczego?!- podniosła głos moja przyjaciółka
L- Będę miał pewność ,że od siebie nie zgapiacie.
V- Co proszę? My zgapiamy.?!
L- Castillo nie podnoś głosu.
V- A to niby dlaczego?
L-Dlatego ,że……- i tu przestałam go słuchać. Wyciągnęłam z piórnika pilniczek i zaczęłam piłować paznokcie.
L- Castillo powtórz co powiedziałem.
V- Przepraszam ale usnęłam gdzieś w połowie pana historyjki. – cała klasa ryknęła śmiechem
Fr- To było dobre Viola – podsumowała Fran
L- W takim razie nasze przyjaciółki zostaną na przerwie. Macie dodatkowe zadanie domowe i rozmowę u dyrektora.
V- Dobra. –odparłam obojętnie. Wstałam z ławki i szłam do wyjścia a zaraz za mną Fran.
L- A wy gdzie?
V-Do dyrektora – znowu odpowiedziałam mu obojętnym tonem.
L- Pójdziemy we trójkę a teraz siadajcie i piszemy ta nieszczęsną kartkówkę.
Skończyłam pisać na równi z Fran. Podeszłyśmy do jego biurka i odłożyłyśmy je równocześnie. Spojrzał na nas, dopiero teraz zauważyłam jakie ma piękne zielone oczy. Zatonęłam w nich na chwilę. Po chwili zapytał
L- Dlaczego tak tu stoicie?
Fr- Niech pan stwierdzi czy zgapiałyśmy.
L- Dajcie spokój dziewczyny.
V- No proszę chcę dowiedzieć się czy zgapiałam od Francesci.
Fr- A ja czy zgapiałam od Violetty.
L- Ależ jesteście uparte.- wziął nasze kartkówki porównywał je ze sobą przez minutę.
L- Usiądźcie.
Nie odpowiedziałyśmy tylko wykonałyśmy jego polecenie. Zbiło go to z tropu. Pewnie myślał, że będziemy się wykłócać.
Leon
Zdziwiło mnie zachowanie dziewczyn. Myślałem ,że będą się jeszcze o coś wykłócać a tu proszę! Usiadła.
L- Okey koniec czasu. Castillo pozbieraj pracę proszę.
Znowu nic nie powiedziała. Tylko kiwnęła głową i pozbierała kartkówki. Do końca zajęć siedziała cicho. Nareszcie koniec wykładów. Jeszcze tylko jakieś dodatkowe zadanie dla Castillo i Caunvilli. Wiem co im zadam. Niech zrobią biznesplan na za tydzień. Zobaczymy na co je stać.
L- Dobra dziewczyny wasze zadanie dodatkowe polega na przygotowaniu biznesplanu na za tydzień. Nie wiem co wymyślicie ale skoro chcecie razem prowadzić firmę to musicie mieć biznesplan.
Fr- Na za tydzień?
L- Owszem na za tydzień. Gdybyście czegoś nie wiedziały to mogę wam to wytłumaczyć.
Fr- Obejdzie się. – powiedziała zimnym głosem Fran
V- Możemy już iść?
L- Możecie ale do dyrektora.
V- UGH.
L- Nie wzdychaj Castillo bo będziesz miała jeszcze więcej.
V-Ta wyczuwam tę wiszącą nade mną zagładę.
L- Nie nabijaj się.
Violetta
Siedzimy w gabinecie Angie. Jeszcze jej nie ma. Miała coś do załatwienia. O właśnie słyszę stukanie obcasów to pewnie ona.
A- Już jestem. Dzień dobry wszystkim.
V i Fr- Cześć Angie.- powiedziałyśmy na równi z Fran
L- Dzień dobry pani.- ha ha! Verdas po prostu mnie rozwala.
A- Co się stało?
V i Fr- Bo chodzi o to że …… (od autorki. Violetta i Francesca opowie swoja wersję wydarzeń)
L- Nie prawda. Było tak że ….. (od autorki. Leon opowie swoją wersją wydarzeń)
Angie zaczęła się śmiać.
V- Co cię tak bawi Angie?
A- To że macie po dwadzieścia lat a kłócicie się jak małe dzieci w piaskownicy. Nie będę wnikała w wasze sprawy rozwiążecie je sami. A teraz idźcie na przerwę bo za dziesięć minut dzwonek.
Postanowiłyśmy z Fran iść do pokoju nauczycielskiego aby napić się kawy. Otworzyłyśmy drzwi kluczem od Angie. Przywitałyśmy się ze wszystkimi. Wszyscy nas tu znają bo już tutaj studiowałyśmy. Zaraz za nami wszedł Verdas. Spojrzał na nas ze zdziwieniem ale nic nie powiedział. Wypiłyśmy kawę i udałyśmy się na ostatni wykład z Verdasem.
Leon
Kompletnie nic nie rozumiem. Angie kim jest dla Violetty? Koleżanką? Mamą? Nie mam pojęcia. I jeszcze tak jakby nigdy nic piją sobie kawę w pokoju nauczycielskim. Zadziwiają mnie te dziewczyny.

---------------------------------------------------
//D

#Violetta
#Leonetta
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej moi drodzy! Mam dla was nietypowe opowiadanie. Nie wiem ile będzie miało rozdziałów. Myślę że wam się spodoba. Czytajcie!
Rozdział I - …nie mam żony, dziewczyny ani kochanki.

Jestem Violetta mam 26 lat i mieszkam w Londynie. Dzisiaj wyjeżdżam ponownie na studia z moją najlepszą przyjaciółką Francescą. Najpierw studiowałam dziennikarstwo również razem z Fran ale znudziła nam się praca w gazecie. Chciałabym otworzyć własną firmę razem z Francescą. Wtedy czułybyśmy się bardziej spełnione. Nie mamy zbytniego pojęcia a o zarządzaniu ale całkiem tępe też nie jesteśmy. Postanowiłyśmy studiować przez trzy lata a później z finansową i duchową pomocą rodziców założyć firmę.
----- I dzień na uczelni -------
Wszyscy są zdenerwowani tylko nie ja i Fran. Już przecież studiowałyśmy. I to przez pięć lat także nie ma strachu.
Podobno pierwsze zajęcia mamy z jakimś młodym wykładowcą bo podobno nie jest profesorem. Ma jakąś własną firmę nikt nie wie jak ma na nazwisko ani na imię. Jak go zobaczę albo usłyszę jego nazwisko od razu będę wiedziała kto to. Weszłyśmy do Sali zajęłyśmy miejsca w siódmym rzędzie. Wszystkich było dziesięć. Zaczął się wykład o czym zwiastował nam dzwonek, a pana ,,profesora’’ nadal nie było. Nagle drzwi od Sali otworzyły się i wszedł przez nie przystojny szatyn. Kurde wiem kto to. Ta twarz mi kogoś przypomina tylko nie mogę skojarzyć.
- Skądś go znam – szepnęłam do Francesci
- No, był na balu charytatywnym w tamtym tygodni.
- Masz rację.
- Kto tam nadaje?- spojrzał na mnie i Fran. Nic nie zrobiłyśmy wiedziałyśmy , jak się zachować. Zaczęłam:
- My.
- Yhmm-
Co miało znaczyć ,,Yhmmm’’. Prychnęłam pod nosem, Fran tylko zachichotała.
Nasz pan ,,profesor’’ zaczął sprawdzać odecność. Byłam czwarta w dzienniku zaraz po mnie Fran. Wiedziałam o tym bo moja ciocia też wykłada na tym uniwersytecie i jest tu dyrektorem. Ma się te znajomości. Chociaż nie należę do tych osób które przesadnie to wykorzystują.
- ,,Castillo”
- Jestem-burknęłam w jego stronę
- Ależ miła- skomentował
- Tak jak pan – odgryzłam się. Tylko na mnie spojrzał. Ha 1 dla Castillo!
Skończył sprawdzać obecność. Zaczął nadawać o sobie żebyśmy się poznali.
- A więc tak spędzimy ze sobą najbliższe trzy lata. Mam na imię Leon Verdas. Prowadzę własną firmę razem z moim bratem. Może kojarzycie VerdasBrothers.
- Morze jest szerokie i głębokie- szepnęłam do Fran, zachichotała
- Słyszałem. A więc skończyłem na tym że prowadzę firmę. Od razu odpowiem na pytania z którymi bardzo często się spotykam. Mam 28 lat. Nie, nie mam żony, dziewczyny ani kochanki. I nie mam też nikogo na oku.
Razem z Francesca wybuchnęłyśmy takim śmiechem na jego ostatnie dwa zdania, że cała klasa się na nas patrzyła razem z Verdasem.
- Co was tak śmieszy?
- Pana słowa- odpowiedziałyśmy krótko.
- Tak były naprawdę wyjątkowo zabawne – powiedział z sarkazmem
- Mógłby pan pisać scenariusze kabaretowe- wiem ,że posunęłam się za daleko ale chcę zobaczyć jego reakcję.
- A może by tak trochę szacunku do starszych. Z tego co wiem macie po dziewiętnaście lat.
- To źle pan wie. Ba tak się składa że miedzy nami są tylko dwa lata różnicy w wieku.
- W takim razie dlaczego jesteś na pierwszym roku? Kiblowałaś?- wszyscy ryknęli śmiechem. Nie ruszało mnie to.
- Nie tak się składa, że chcę ukończyć jeszcze jeden kierunek po dziennikarstwie. Bycie redaktorką Vogue bywa męczące – starałam się mówić z obojętnością i chyba mi to wychodziło – postanowiłam nauczyć się czegoś o zarządzaniu firmą. Aby móc zająć się w przyszłości własną. Razem z moją przyjaciółką Francescą. Ale na pana zajęciach niczego się nie nauczymy, ponieważ pan woli się z nami kłócić. Nieprawdaż klaso?
Nic nie odpowiedział. Pokręcił głową i usiadł za biurkiem. Ha 2 dla Castillo!
- Castillo do tablicy zobaczymy czy jesteś taka mądra co wygadana.
Pewnie da mi jakieś mega trudne zadanie żeby na pierwszych zajęciach postawić mi pałę.
- Rozrysuj na tablicy piramidę finansową. Jeśli chcesz mieć firmę musisz coś wiedzieć o finansach. Spojrzałam na niego wzrokiem ,,Serio?’’
- Co za trudne? Jak nie umiesz to siadaj i masz jedynkę.
- A czy ja cokolwiek powiedziałam? Może tylko wyglądam na taką pustą? No słucham?
Nie odpowiedział. Ha 3 dla Castillo! Rozrysowałam piramidę na tablicy i wszystko wypisałam. To było banalnie proste.
- Skończyłam.
- Masz błąd stwierdził.
- Tak ciekawe gdzie?
- O tutaj- wskazał mi mój ,,bład’’
- Ha ha! Ale zabawne przecież najpierw jest projekt.
- W takim razie uzasadnij swoją wypowiedz.
- Uuu ale wpadłaś usłaszała jakieś głosy za sobą.
- A wiec dlatego że…………….. - uzasadniłam swoją wypowiedz
- Dobra nie dałaś się nabrać. Masz piątkę.
- Wiedziałam –mruknęłam po nosem i wróciłam na miejsce obok Fran. Ha 4 dla Castillo! Przybiłyśmy sobie żółwika. Spojrzałam na Verdasa z pogardą. Niech wie że nie mam dziewiętnastu lat. Nareszcie dzwonek.
- Castillo, Caunvilla! Zostaniecie musimy pogadać.
- Chyba nie mamy o czym- rzuciła zdeterminowana Fran.
- Mamy i to o wielu sprawach.

Pewnie domyślacie się że wyniknie z tego niezła afera. Ta romans ,,profesora’’ ze ,,studentką’’. Czytajcie a dowiedzie się więcej.
 

 
Hej! Cześć i czołem!
Mam do was pytanie.Znaczy się do tych którzy będą czytali mojego bloga i opowiadania na nim. A to właśnie o nie chodzi mi w dzisiejszym poście. A więc tak: czy akcja ma sie toczyć w Buenos Aires tradycyjnie czy innym mieście? Zobacze jak to będzie wyglądało. Jakie bedą wasze komentarze. Jeżeli ja nie bede mogła się zdecydować zacznę swoje pierwsze rozdziały od BA a póżniej zaczne w innych miastach. Myśle że mi pomożecie.


_________________
//D
 

 
Cześć! Jestem nowa będę pisać tu to i owo ale najbardziej zajmę się serialem pt. ,,Violetta''. Uwielbiam pisać więc tu pokaże co potrafię albo nie... Zobaczymy jak to wyjdzie poznamy się i porozmawiamy o serialu a także będe mogła wam napisać na dowolny temat o jak mnie poprosicie. Będe otwarta na wasze propozycje. I chociaż to koniec serialu ja dalej będe całym sercem mu oddana.
  • awatar Gość: Hey! To ja, ta z "doroslaleonetta" przeczytałam twoją wiadomość (na skrzynke mi przyszło) ale niestety niepamiętam hasła :( Zapraszam cię na moje dwa blogi -www.violettaaa.opki.pinger.pl -www.para.vivir.pinger.pl Mam nadzieję, że mi wybaczysz/nieobrazisz się. Pa! i powodzenia :)
  • awatar Tini Violetta Martina: Powodzenia kochana :*
  • awatar Dominika.V: @My heartbreaker by you.: Dziękuje! Zaraz wpadnę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›